Leśny portal informacyjny - Lasy polskie Forum dyskusyjne
nie tylko o lasach, nie tylko dla leśników

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Gdzieś na Dolnym Śląsku
Autor Wiadomość
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2017-12-07, 23:28   

Jakos pod koniec listopada okazuje sie, ze toperz ma jeszcze dwa dni urlopu do wykorzystania w tym roku. Ciagle zapominamy o tych dniach na kabaka. I maja one to do siebie, ze nie przechodza na kolejny rok. Albo teraz albo nigdy. Zmarnują sie niewykorzystane do konca grudnia. Tym samym jestesmy zmuszeni do zaplanowania 4.5 dniowego weekendu w zimny i pluchowaty czas o najkrotszych w roku dniach. Wolelibysmy wiosną- ale trzeba sie cieszyc tym co sie ma! Wybor pada na lubuskie z racji na odbywajaca sie tam w weekend bunkrową impreze. A w pozostale dni powłoczymy sie gdzies zadupiami szukajac szczęscia, rozwalisk i przygod. Znalezienie noclegow (ciepłych i niedrogich) na pograniczu Dolnego Slaska i lubuskiego nie nalezy do prostych. Dzwonie chyba w 40 miejsc i ciagle ta sama spiewka- nie ma wolnych miejsc. Kwatery zamieszkują albo pracownicy KGHMu, albo Ukraincy, a w miastach przygranicznych Polacy z innych regionow kraju, ktorzy sezonowo pracują po niemieckiej stronie a mieszkają tu bo taniej. Tzw. kwatery pracownicze sa wiec zabombione pod sufit i mozna skladac rezerwacje na kwiecien. Najciekawsze sa jednak moje rozmowy z kilkoma obiektami typu agroturystyka. Az zaluje, ze nie nagrałam tych dialogow, bo ich publikacja moglaby byc bardzo ciekawa. Nastepnym razem powaznie to rozwaze! Wydawaloby sie, ze obiekty oferujace usługi zwiazane z udzielaniem noclegow powinny do potencjalnego klienta podchodzic przyjaznie a przynajmniej z zachowaniem podstawowych zasad kultury. Mam natomiast wrazenie, ze kilka osob robi wielką łaske, ze odbiera telefon i zachowuje sie wręcz odpychajaco aby zniechecic. “Na jedna noc nie przyjmujemy, wybijcie to sobie z glowy raz na zawsze! Nikt nie bedzie po was sprzatał”, “Odbiło wam? Chyba trzeba byc pojeb*** zeby przyjezdzac w grudniu w lasy i jeziora”, “Na za tydzien? Prosze pani- u nas sie rezerwuje przynajmniej z rocznym wyprzedzeniem, biegusiem wpłaca zaliczke a i tak nie dla wszystkich starczy miejsc”, “Prosze mi nie przeszkadzac teraz, mam wlasnie kuriera”... Bardzo jestem ciekawa czy naprawde pol Polski marzy o tym i planuje całe swoje urlopy na dolnoslaskich i lubuskich wsiach buląc po 80-100 zl od osoby (bo z takimi cenami nieraz wyskakują) i to zmanierowało wlasciciceli takich obiektow? Czy moze mamy do czynienia z jakimis pralniami brudnych pieniedzy, gdzie zbłąkany turysta jest raczej problemem - bo akurat moze cos wywąchac?

Po roznych wiec przebojach i nieraz ciekawych rozmowach udaje sie zaklepac nocleg w Chocianowie, Lubsku i Gubinie. Zatem juz w srodowe popoludnie ruszamy na zachod. Autostrada przedstawia sie dosc zabawnie, bo na odcinku Wrocław - Legnica prawy pas wyglada jak pociag - zwarty ciag tirow poruszajacych sie zderzak w zderzak z predkoscia 60 km/h. Niektore z nich przyjechaly z dosc odleglych krain. Pierwszy raz w zyciu widze kirgiskie blachy! Co oni nam przywiezli- albo po co przyjechali taki szmat terenu? Ciekawe czy kiedys bedzie nam dane taka naklejke przykleic na ktores z naszych autek?



Zatrzymujemy sie w Chocianowie. W naszym miejscu noclegowym mało kto mowi po polsku. Kilku chlopakow gra przy recepcji w szachy. Jakbym sie nagle przeniosla gdzies na przedmiescia Lwowa…

Ryneczek jest dosc wyludniony. Czasem przemknie ktos z siatkami ze sklepu. Jakis pies biega za reklamowką, rowniez z logo pobliskiego markeciku.



Mają tu ladny hydrant.



A w mijanych kamieniczkach zakręcone skrzypące schody.



Gdy przygladamy sie słupowi z ogloszeniami (szukamy czy nie ma jakis festynow czy jarmarkow w okolicy) przechodzacy obok gosc w srednim wieku komentuje.. Nie wiem czy do nas czy bardziej do siebie ale nagle rzuca w przestrzen… “Patriotyzm u nas w miasteczku jest, ale roboty nie ma. Takie tu zycie - najpierw sie macha flagą a potem jedzie pracowac do Niemiec. Ten słup to cały Chocianów w pigułce"...



Widok z naszego noclegowiska na szarą okolice i zaszronioną skodusie. Wlasnie sobie uswiadamiamy, ze nie mamy skrobaczki do okien ;)



Jedno z niewielu miejsc w okolicach gdzie mieli miejsca do spania i obsluga byla miła!



Na drodze z Chocianowa do Przemkowa mijaja nas dosyc niecodzienne pojazdy w ilosci duuuzo! Jakas wystawa? albo jada na wystepy goscinne na inny poligon? ;)









W Przemkowie przyciagaja nasza uwage niewielkie bunkierki rozsiane to tu to tam. Pierwszy jest dosc zasmiecony, o sufitach porosłych stalaktytami.







Drugi jest mocno zalany- bez gumiakow nie sposob wejsc. Obok stoi jeszcze mniejsze “jajo” z drzwiami.







Na terenie odlewni tez mijamy ze trzy sztuki. Tez pozalewane. Najciekawszy i najwiekszy zesmy jednak przegapili, mimo ze bylismy od niego pare metrow. Trzeba chyba wrocic latem jak bedzie bardziej sucho!



A zaraz obok jest tez ciekawa stacyjka “Przemków Odlewnia”. Wyglada zupelnie jak pałacyk! Pociagiem juz raczej tu nie dojedziemy. Chyba nawet tory sa zdjete.. Czesc budynku jest zamieszkana.





Fikuśne podcienia.



Okolice zdobią kolorowe klomby i płotki, ktore troche rozweselają ten szary i ponury dzien!



 
 
Piotrek 
Admin
Stara Pierdoła (i gaduła?)



Pomógł: 364 razy
Wiek: 61
Dołączył: 27 Maj 2005
Posty: 69120
Skąd: ze wsząd
Wysłany: 2017-12-08, 11:00   

buba napisał/a:
Co oni nam przywiezli- albo po co przyjechali taki szmat terenu?
Tranzyt. Nic nam nie przywożą tylko sobie przez Polskę jadą do Niemiec albo i dalej.
Takie współczesne karawany z Azji na Zachód. Albo może koczownicy? Na zimowe pastwiska? :)
_________________
Zdrowy rozsądek to rzecz, której kazdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje. (Beniamin Franklin)
***Unless otherwise stated, my posts are my opinion, not official***
No trees were killed in the sending of this message, but a large number of electrons were terribly inconvenienced.


 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2017-12-09, 17:07   

Odlewnia i dom spokojnej starosci - co moze łączyc takie dwa zupelnie niezwiazane ze sobą byty? Wbrew pozorom duzo. Mogą stac ze soba sciana w sciane, byc opuszczone, zapomniane i spowite tym samym, charakterystycznym zapachem jakis chemikaliow.. Stanowic jakby jednosc pewnej mrocznej, poznojesiennej wycieczki... Ale po kolei..

W ten listopadowy czwartek zdawalo sie, ze dzien w ogole nie wstał. Nawet okolo poludnia bylo ciemno. Deszcz niby nie padał, ale cale powietrze bylo przepelnione wodnym pyłem. Cos takiego przed czym nie chroni ani parasol ani kurtka, bo to cos zachowuje sie jak zywe i aktywnie wpełza we wszystkie zakamarki odziezy, a takze powoli zalewa oczy i uszy. W takich klimatach wjechalismy do Przemkowa. Nie planowalismy tu nic zwiedzac. Wpadlismy tylko przejazdem, zmierzajac ku lubuskim pałacykom. Los jednak chcial widac inaczej. Nie wiem czy wszyscy tak mają, ale my na najciekawsze miejsca trafiamy zawsze przypadkiem. Chyba jakis wbudowany w podswiadomosc, mimowolny GPS, ktory kieruje nas wlasnie tam - gdzie bysmy chcieli sie znalezc. A im wiecej mamy zaplanowanych rzeczy do obejrzenia na trasie- tym wiecej znajdziemy innych, fajniejszych, a zaplanowane miejsca trzeba bedzie odlozyc na blizej nieokreslona przyszlosc. Tu bylo podobnie. Naszym oczom objawił sie sporych rozmiarow opuszczony zaklad przemyslowy. Grzechem byloby nie zaglebic sie w jego czeluscie.

Pierwsze witaja nas hale. Ogromniaste, przepelnione dziwnym hałasem. Poczatkowo myslelismy, ze to pracuja jakies maszyny. Potem sie okazalo, ze to dzwiek kropel spadajacych na rozne metalowe fragmenty, wibracje blach na wietrze i ... łoskot sypiacego sie powolutku acz nieubłagalnie dachu. Zdjecia sa wiec tylko przez okna. Pod te lawiny deszczu, blach i eternitu nie mielismy ochoty włazic. Kazda proba zrobienia zdjecia wiazała sie z zalanym obiektywem i koniecznoscia jego wycierania. Dwie paczki chusteczek do nosa zeszly bardzo szybko. Potem zostal szalik, bluza, a na koniec i reka.. Widoczne na zdjeciach "paćki" sa wiec wspomnieniem i ilustracja pogody i klimatu tego, jakze dobrze rozpoczętego dzionka.















Gdy minelismy pierwszy rzad hal to poczulismy sie swobodniej- juz nas nie bylo widac z ulicy. Mijamy kolejne budynki, taśmociagi, o roznym stanie zamkniecia i rozkladu.

















Zachowalo sie sporo dawnych tabliczek ostrzegawczych.







Niektore hale nie sa chyba do konca opuszczone...







Za ponizszym budynkiem zapodalismy natychmiastowy odwrot - uslyszelismy skowyt psów. Zwiedzanie zwiedzaniem- ale psów nie lubie. Co innego koty! Lubie spotykac w takich miejscach koty. W innych zreszta tez!



Inne zabudowania tego sporych rozmiarow obiektu. Czesciowo uzytkowane na jakies magazyny, garaze itp





Gdy wylezlismy juz na chodnik i mielismy sie zbierac w dalsza droge- naszym oczom ukazal sie ceglany dworek, wklinowany miedzy odlewnie a betonowe bunkry.



A zaraz obok pomaranczowy budynek. Na pierwszy rzut oka obity calkiem swiezym ociepleniem. Jak bloki u nas na osiedlu zaraz po remoncie ;)



Im blizej podchodzilismy tym bardziej jednak ukazywal swe prawdziwe oblicze.



Srodek zaskoczyl nas totalnie. Korytarze w kafelkach, sciany swiezo pomalowane. I wszedzie rozpiżdżone wózki inwalidzkie. I łóżka szpitalne. Strasznie smutny widok totalnego marnotrastwa. Ile chorych, niepelnosprawnych ludzi jest uwiezionych w swoich domach bo nie stac ich na wozek... Nawet mialam taki przypadek we wlasnej rodzinie. A tu wozki do wyboru do koloru, leżą i rozpadają sie coraz bardziej (a raczej ktos im czynnie w tym pomaga). Ze tez ludzie wolą rozwalic, zniszczyc niz np. oddac potrzebujacym albo chociazby sprzedac dla wlasnego zysku.. Dlaczego ten osrodek przestał istniec? czemu u licha nikt nie zabral cennego wyposazenia - poki sie jeszcze do czegos nadawalo? Te pytania pozostaja bez odpowiedzi.. Nie bylo lokalsa aby zapytac o to miejsce.. Miasto bylo dzis jak wymarłe...















 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2018-01-22, 09:37   

W pewien szary i pluchowaty dzien tegorocznej zimy wybralismy sie na wycieczke śladem opuszczonych palacyków w okolicach Dzierżoniowa.

Pierwszy takowy znajdujemy w Wilkowie Wielkim. Duzy, biały budynek obecnie chyba nie jest uzywany, ale niestety jest szczelnie pozamykany wiec w srodku obejrzec sie nie udało.







Część zabudowan przypalacowych jest zamieszkanych, inne sa puste i jedynie przypominają, ze niegdys byl tu wiekszy ruch.





W Kietlinie pałac jest odnowiony wiec robimy mu jedynie zdjecie z daleka - tak zeby załapal sie tez fajny stary napis!



Kolejny palac odwiedzamy w Dobroszowie. Połozony w sporym parku - oczywiscie opatrzonym tabliczkami “zakaz spacerowania”. Tak lało i pizgało wiatrem, ze nie chcialo mi sie juz obejsc palacu z drugiej strony. Coz, trzeba bedzie kiedys tu wrocic i znow troche "pospacerowac" w cieniu złowrogich tablic...





Nieopodal stoją tez inne mniej lub bardziej opuszczone zabudowania - dom z ciekawymi wykuszami.





I budka na kurzej stopce! Ciekawe do czego sluzyla? Byloby to ciekawe miejsce na nocleg!




Pałac w Nowiźnie jest chyba w remoncie, albo kiedys byl. Widac nowe dachy i rozne zgromadzone nieopodal cegły, dechy, worki.







Nieopodal Owiesna zatrzymujemy sie nad stawem na kibelek. Kabaczek od razu zaczyna zbierac patyki na ognisko. Jest bardzo niepocieszona gdy okazuje sie, ze poki co ogniska nie bedzie…





W Grodziszczu pałac jest juz w zupelnej ruinie, latem zapewne nawet go nie widac.







Jakas chyba dawna stodoła





W jednym z przypałacowych zabudowan, dwupietrowej kamienicy, nadal mieszka kilka osob. Mamy okazje sie z nimi zapoznac i uciąc bardzo sympatyczną pogawedke. Opowiadają o czasach swojego dziecinstwa gdy w palacu byly mieszkania a ogromna czereda okolicznej dzieciarni biegała po tutejszym parku.





Jest tu sporo jeziorek, kładek, a stare aleje drzew oplatają dzikie pnącza. Musimy tu kiedys wrocic na wiosne!









Na parkowym wzgorzu stoi wieza, ponoc dawna widokowa. Tu mamy jej zdjecie sprzed kilku lat, cykniete kiedys przypadkiem. Obecnie nie da sie juz wejsc na gore bez liny lub zdolnosci wspinaczkowych.





W Stoszowicach tylko rzut oka na pałac z daleka- szczelnie zapłotowany. Mozna by sie jakos przedzierac od drugiej strony, ale tam trzeba by sforsowac fosy. A fosy sa zimne i mokre wiec nam sie nie chcialo. Przynajmniej teraz… ;)





A na koniec Jaszkowa Górna i taki spory budynek przylegajacy do uzywanych zabudowan rolnego gospodarstwa.





Jakos nie mielismy dzis szczescia aby wejsc do ktoregos z budynkow. Albo taki rejon albo z racji na potoki wody wpływające za kołnierz wykazalismy sie zbyt mała cierpliwoscia w szukaniu ;)
 
 
Piotrek 
Admin
Stara Pierdoła (i gaduła?)



Pomógł: 364 razy
Wiek: 61
Dołączył: 27 Maj 2005
Posty: 69120
Skąd: ze wsząd
Wysłany: 2018-01-22, 09:59   

buba napisał/a:
I budka na kurzej stopce! Ciekawe do czego sluzyla?
Gołębnik?
buba napisał/a:
Jakas chyba dawna stodoła
Za dużo okien jak na stodołę...
_________________
Zdrowy rozsądek to rzecz, której kazdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje. (Beniamin Franklin)
***Unless otherwise stated, my posts are my opinion, not official***
No trees were killed in the sending of this message, but a large number of electrons were terribly inconvenienced.


 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2018-01-26, 12:10   

Piotrek napisał/a:
Gołębnik?


Chyba tak!

Piotrek napisał/a:
Za dużo okien jak na stodołę..


czy ja wiem? jak bydełku kolumny robili jak w palacu - to moze okna tez? ;)
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2018-01-26, 12:11   

W czwartkowy wieczor suniemy w strone Strzegomia. Chyba w polowie drogi jestesmy, gdy zaczynaja do mnie przychodzic smsy od rodzinki, ze do Polski zbliza sie kolejny orkan. Ktory to juz? Moja biedna babcia na tyle jest spanikowana horrorami, ktore pokazuja w telewizji, ze nas prosi zebysmy natychmiast wracali, albo ostatecznie gdzies sie schowali, bo inaczej wszyscy zginiemy.

Poki co wiać nie wieje, ale chmurki na niebie są ciekawe- i zupelnie niezimowe. Pasowałyby raczej na jakas letnią burze.



Wiekszosc trasy jedziemy jakby w “oku cyklonu” tzn nad nami jest czyste niebo a wszedzie wokol zalegają geste czarne chmury, ktore wiszą bardzo nisko. Moze tak wyglada orkan? Kurcze, w gorach to chyba musi byc teraz niezła inwersja!

W Strzegomiu osiedlamy sie w małym baraczku, uzywanym obecnie na kwatery pracownicze. Sa to jedne z bardziej sensownych miejsc noclegowych w obecnej Polsce. Pracownicy widac wciaz sa normalniejsi od turystow i bardziej cenią dobra cene oraz rozwiazania proste i wygodne niz jakies wyszukane fanaberie.



W coraz wiekszych podmuchach wiatru suniemy w strone rynku i sympatycznej pizzerii o klimacie bardzo lokalnej speluny :)

I kolejny “orkan” okazal sie po prostu wietrznym wieczorem. Od kiedy pamietam bywaly dni wietrzne i dni bezwietrzne. Ale kiedys kazdemu podmuchowi wiatru nie nadawano przesadzonych, nadętych nazw i ludzkich imion. Jaki jest cel takiej ciaglej dezinformacji? Wzbudzenie w starszych ludziach ciaglego strachu? Najgorsze, ze takie podejscie egzaltowanych mediow powoduje spore niebezpieczenstwo - bo jesli kiedys rzeczywiscie bedzie jakies zagrozenie - to nikt nie uwierzy i zostanie olane…

Pochmurnym porankiem (czyli pewnie kolo poludnia) suniemy na poszukiwanie lokalnych pałacykow. Pierwszego szukamy w Olszanach. Zostalo z niego, oględnie mowiac, nie za wiele ;)







Ale i tak sprytna lokalna ludnosc w pelni zagospodarowala zadaszone czesciowo miejsce na kącik kulturalno-rozrywkowo- biesiadny!



Pierwszy raz widze, ze reszta palacu zniknela totalnie i nie zostalo nawet rumowisko a fragmencik stoi jak wyciety z innej bajki.

Juz bardziej okazałe sa tutejsze bramy.



Kolejna wioska to Szymanow. Tu z palacu zostalo wiecej. Ktos widac wszedł niedawno w jego posiadanie bo okna sa szczelnie pokratowane, wiszą na murach kamery i lampy- takie podobne do tych, ktorymi z wieczora podswietla sie koscioły czy zamki.









Skoro palac nieopuszczony - to zaraz widac “reke gospodarza”. Ktos wyrżnął prawie caly park. Calkiem niedawno - mozna sie zabic o swieze pienki i gałęziowy rozpizdziel.



Przypałacowe zabudowania z resztkami jakis machin chyba z czasow PGRu.





Kudłaty słup zawsze cieszy oko!



We wsi zauwazamy tez droge opatrzoną tabliczkami o “nieremontowanej nawierzchni” i “nieutrzymywaniu w okresie zimowym”. Jest to jednoznaczne z informacja “serdecznie zapraszamy wszystkie buby”, wiec zmieniamy plany i suniemy tamze. Jak zwykle sie nie pomylilismy. Sympatyczna, pusta i bardzo widokowa trasa. I jeszcze tak szczesliwie polozona, ze aby kontynuowac nasze palacykowanie nie musimy sie włączac w piątke (drogom jednocyfrowym mowimy zdecydowane NIE) a wystarczy ją przeciąc.









Odwiedzamy tez wioske Roztoka, na terenie ktorej jest pałac gigant. Dosc szczelnie poogradzany i obity tabliczkami straszącymi firmami ochroniarskimi bez poczucia humoru. Co trzeba przyznac - mimo ogrodzenia palac dosyc dobrze widac ze wszystkich stron i mozna obejrzec nawet bez wchodzenia w szkode.





















Zabudowania przypalacowe sa czesciowo opuszczone, a w niektorych robotnicy piłują jakies ogromne drzewa - ciekawe czy z palacowego parku?







Przysluchuje sie dluzsza chwile rozmowie dwoch chlopakow - opowiadają sobie jak spedzili miniony weekend. Ich dialog jest dla mnie jakims fenomenem - 90% uzywanych slow to sa przeklenstwa a mimo to przekaz jest zrozumialy. Jak mozna uzywac 10 slow na krzyz, w roznych odmianach, i potrafic tym wyrazic prawie wszystko? Moze to jest jakis patent na nauke obcych jezykow?

Czesc palacowego muru jest ceglana i sa w nim otwory, jakby wejscia do piwnic, w ktore oczywiscie wlaze. Nie ma tam nic ciekawego oprocz kibla i smietniska, ale co innego zwrocilo moją uwage. Robie tam okolo 10 zdjec z ktorych tylko 3 wychodzą ostro. Potem wrzucajac je w domu w komputer dwa z tych trzech zdjec sie nie otwiera- plik uszkodzony. Ocalałe zdjecie jakims cudem jest tym jedynym z 200, ktore nie wrzucilo sie do galerii. Ki diabeł??? Moze to jakis znak? Zdjecia malo ciekawej piwnicy zatem w relacji nie bedzie ;)

Myslelismy zeby zatankowac, ale niestety nieczynna… Poki co tak to tylko dwa razy sie udało ;)





Przypalacowe okolicy oferują tez klimaty wlasciwe dla bub - błotniste drogi, jakies zakamarki, kałuze, budynki czesciowo opuszczone, goniące sie koty jakby juz byl marzec…







Nie tylko palac mają tu ogromny- kosciol tez.



Bardzo przypomina mi on swiatynie, za ktorymi jezdzilismy latem w okolicach Kaliningradu - tylko tam zwykle takowe byly opuszczone. Przez chwile mam deja vu, zwlaszcza jak akurat w chwili gdy kontempluje kosciol odbijajacy sie w blotnistej kaluzy, zagaduje mnie dwoch Ukraincow. Chlopaki ciagna za sobą wozek z roznymi paczkami i jedna zgubili. Byla to kuchenka mikrofalowa wiec sa przejeci stratą. Okolice palacu sa klimatyczne i wieją przygoda, ale o kuchenke potknac sie nie mialam okazji ;)

Mielismy w planach jeszcze zobaczyc dwa inne palace, ale drogi zaczynają mi sie nie zgadzac z mapa - tzn. nie ma ich. Moze to miec cos wspolnego z rozrastajacymi sie kamieniolomami albo budowa obwodnic. Nie analizujemy juz tego, jako ze czas sie zaczyna nam konczyc - jeszcze za jasnosci chcemy dotrzec do chatki...
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2018-01-30, 16:14   

Odwiedzamy jedna z malutkich wioseczek koło zbiornika Słup - Bielowice. Szukamy tu ruin pałacu- jednak nie one jako pierwsze przykuwają naszą uwage. Posrod szarych popegieerowskich zabudowan stoi dosc nietypowa buda. Tzn. buda calkiem zwyczajna tylko jej przyozdobienie zatrąca sporą orginalnoscia. Obwieszona jest “bele czym” czyli wszystkim po trochu. Sam domek posiada dwa okna, a sciany pokrywa blacha falista, plastik, plandeki, koce, szmaty, Wokol wije sie pajęczyna ze sznurów, taśm, pociętych fantazyjnie butelek. Na okolicznych drzewach wiszą tez krzesła, zabawki - misie wisielce, czy dziecinne wanienki. Wszystko jest ogrodzone drutem kolczastym a na słupkach sa zatkniete bożonarodzeniowe choinki. Są tez opony i fragmenty sklepowych wózków.

















Nie wiem czy ktos tam mieszka na stałe, jakis maniak- zbieracz czy miłosnik ponownego gospodarowania odpadami? A moze szalony, niespełniony artysta? Albo baraczek wykorzystuje ktos zamieszkujący pobliski betonowy bloczek i tu daje upust swoim przedziwnym wizjom i ciekawym pasjom, ktorych z jakis powodow nie moze realizowac we wlasnym domu?

Pobliski blok w porownaniu z baraczkiem wyglada jakos maksymalnie szaro i ponuro. Jakby zdjecie bylo calkiem wyprane z barw!



Niestety nie spotkalismy nikogo w okolicy aby pogadac. Jakis jeden gosc przemknął z klatki schodowej do garazu, ale widac nie szukal kontaktu. Pozostają wiec jedynie domysły i przypuszczenia odnosnie tej nietypowej konstrukcji. Jak ktos ma dokladniejsze informacje o architekcie bielowskiego baraczku to chetnie sie dowiem.

A nieopodal, po drugiej stronie drogi, juz na terenie nieogrodzonym, wisi cos na drzewie. W stylu nawiązuje do obiektu obok. Myslalam, ze to hustawka. Nie, to nie byla hustawka. Dosyc drastycznie i namacalnie sie o tym przekonałam! ;) (zdjecie Agi)



Nasyciwszy sie sztuką uliczną z przedmiesc (a raczej przedwsi ;) ) pelzniemy w strone kompleksu pałacowego. Obecnie jest to spory teren, na ktorym wystepują ruiny. Wszystkie juz niezadaszone. Jest dawny palac, stodoly, wszystko ogromne. Na placu jest rownie wielka studnia. Wszystko pokrywa szron, trawa skrzypi pod nogami. Jest tu jakos zimniej niz we wszystkich innych punktach naszej dzisiejszej wycieczki. A ja głupia wylazłam ze skodusi w samych swetrach! Wprawdzie czterech ale bez nalewki z dzikiego bzu byloby ciezko ;)

















Kolejną miejscowoscią, do ktorej docieramy szukając klimatow zapomnienia, jest Tyńczyk. Jest tu pałac - jak prawie w kazdej, podlegnickiej wsi. Wygląda jednak na zamkniety, jest ogrodzony, piesy ujadają złowieszczo. Robimy zdjecia z oddali, chyba nic tu po nas…









Ale mamy ze sobą Age, ktora jak tenże wyjazd pokazał, zjednuje do siebie zarowno zwierzęta jak i ludzi. Dar przekonywania lub/i hipnotyzujacy wzrok powoduje, ze bramy sie magicznie otwierają a pilnujący gość postanawia nas nie tyle wpuścic co rowniez oprowadzic po tutejszych zawilgłych murach. Historia tego miejsca byla klasyczna i pisana przez kalke. Niemieccy posiadacze ziemscy, wojna, zmiana granic, PGR a potem postepujące opuszczenie i demolka od lat 90 tych. Gdy PGR przestal istniec - tym samym mieszkancy palacu, uzytkujace go biura, stołówki straciły racje bytu i musiały lokal opuscic…









Wnetrza zawieraja sporo pozostalosci z czasów ostatnich mieszkancow i urzednikow.









Ciekawe kolorowe szybki drzwiowe.





Scienne malowidła, glownie pejzażyki ukazujące okoliczne pola, wsie i lasy. Nie wiem czy przed czy powojenne...









Z zewnatrz budynek wyglada na solidny i w dobrym stanie, wnetrza jednak pokazują zdecydowanie co innego.





Na koniec mamy okazje obejrzec jeszcze niesmowitą ksiazke - znalezioną 20 lat temu w ruinach opuszczonego folwarku w Bielowicach (czyli tam gdzie juz dzisiaj bylismy). Na zdjeciach mozemy zobaczyc jak palac i jego okolicac wygladala za PGRowskich czasow.





Sa tez stare mapki, opisy, historia tego miejsca.





Robią wrazenie tez ogromne rysunki techniczne jakis silosów, zsypów czy innych machin. Ktos kiedys kupe czasu, energii i pracy w to włozyl. Zeby bylo dokladnie, czytelnie, rowno.







Dziwnie tak patrzec na te rysynki, gdy dzieki dziwnemu zrządzeniu losu okazuje sie, ze papier okazał sie bardziej wytrzymały od solidnych poniemieckich murów…

Dalej sa Janowice Duże. Tu tez stoi lekko zapomniany pałacyk. W Tyńczyku dowiedzielismy sie, ze zamieszkują go ostatni lokatorzy - facet z babką.







Glowne wejscie do pałacu okazuje sie jednak zamkniete. Stojacy obok rower sugeruje, ze ktos tu bywa…



Mieszkancy przypalacowych zabudowan maja jednak swiezsze wiesci - nikt nie mieszka juz tu na stałe. A w palacu jedynie siedzi cieć, ktory go pilnuje. Pukamy. Jednak tu mamy mniej szczescia…

Ścienne zegary roznego typu.





Budynek obok ma chyba 6 poziomow!



Zawijamy tez do Kościelca, gdzie jest kosciol, ktory wyglada troche jak twierdza. W srodku ma ponoc ciekawe jakies malowidła ale niestety jest wyzamykany.





Mozna jedynie obejrzec stary cmentarz, opleciony wieloletnimi pnączami. Są tez niestety ślady działalnosci cmentarnych hien lub poszukiwaczy skarbow...















W Warmątowicach Sienkiewiczowskich tez jest pałac. Ale z gatunku zagospodarowanych czyli zamknietych. Jakby kto chcial to moze sobie wesele w nim zrobic.



Na tym etapie zegnamy ekipe i postaanawiamy jechac do domu. W tych terenach jednak nie jest to proste. Jak zassie to wypuscic nie chce. A jak tu sie nie zatrzymac jak po drodze same ciekawe rzeczy?

W Małuszowie wpadamy na kolejny pałac.



W Pawłowicach Wielkich tez. Jest tu cały folwark. Zamieszkany ale o klimacie fajnym. I wszedzie ogromne zabudowania gospodarcze.









Kible w wydaniu lekko tęczowym i nieco przewiewnym.



W Mierczycach juz stacyjka wpada w oko - z wieżą!





A pałac tez mają. Fosą otoczony! Musimy tu kiedys wrocic, dzis juz ciemno zaczyna sie robic...





I w Granowicach mają cos pałacopodobnego acz przerobionego na mieszkania.



Dalej pałace sie nie skonczyly. Tylko bylo juz calkiem ciemno, wiec zdjec nima. Co zrobisz - styczniowe krotkie dni...
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 860
Wysłany: 2018-02-06, 17:33   

Tym razem wybieramy sie w tereny na północ od Wrocławia, w rejonie Obornik Śląskich, Prusic itp.

Pierwsza miejscowością, którą odwiedzamy są Świniary. Nie wiem nawet czy to odrębna wioska czy juz wciągneli to na liste dzielnic Wrocławia. Miejscowy pałac z zewnatrz wydaje sie byc w calkiem dobrym stanie. Ponoc jeszcze w 2014 roku byl zamieszkany.












Ogladajac go dokladniej i z bliska nie chce sie wrecz wierzyc, ze kilka lat temu ten budynek słuzyl za mieszkania! Obecnie na tyle walą sie juz stropy, ze odpuszczamy sobie włażenie do srodka.



Resztki sufitowych sklepien..



Zaglądamy jedynie przez okienka i w przydrzwiowe szczeliny.



Lampy wewnatrz pałacowych komnat dziwnie sie bujają.. Przynajmniej z zewnatrz tak to wyglada. A nie ma wiatru.. Moze w srodku są jakies dziwne przeciągi? Albo sufity, ktore planuja sie zawalic generuja jakis ruch?





Tu i owdzie poniewierają sie rozne sprzety. Nie wiem czy to wyposazenie pałacu z czasow ostatnich mieszkancow czy dzikie wysypisko śmieci.





Schody oplataja pnącza..



A w piwnicy ktos byl.. Ktos kto wybitnie nie chciał nawiązac ze mna kontaktu… Gdy zajrzalam w okienko natychmiast skoczył jak zając w korytarzyk na lewo od wiaderka i chyba wpadł w jakies pryzmy blachy i szkła… Przynajmniej taki byl dzwiek.. Miał czapke Mikołaja… ;)





Zabudowania przypałacowe sa czesciowo zamieszkane albo uzywane na garaze, szopy.







Niektore wielkie stodoły stoja puste…





Na dalszej trasie mijamy sympatyczny pojazd - nieczesto juz spotykany w Polsce srodek transportu. Woznica kierował… na leżąco! :)



W Strzeszowie tez jest spory pałac, ktory sam chyba nie jest do niczego uzywany. Obok w innym budynku znajduje sie hotel. Pewnie tak bylo taniej.

Pałac przegląda sie w tafli wody.



I jest ozdobiony roznymi motywami roslinnymi.







Kolejna miejscowosc jaka odwiedzamy to Ozorowice. Tutaj z pałacu i mu towarzyszących zabudowań zostalo juz nie za wiele, acz widac, ze byl spory.







Zaglądamy tez do Pęgowa. Tutejszy pałacyk bardzo mi sie podoba z kształtu - wieżyczki, wykusze, balkoniki, daszki, ganeczki. Taki własnie maksymalnie pałacykowaty a nie jak stodoła czy kamienica! Obecnie jest prywatny i chyba nie zawsze da rade go obejrzec bo po obejsciu biegaja wsciekłe psy. Teraz akurat siedziały zamkniete w klatce, wiec po konsultacji z iejscowymi czy klatka naprawde jest zamknieta mozna bylo sie trochu pokrecic. W srodku budynku widac bylo jakies stoły, krzesła, tak jakby nieraz sluzyl w celach imprezowych.







W Golędzinowie pałac spalił sie jakis czas temu i obecnie prezentuje stan nieco ażurowy.



Potem udaje nam sie zabłądzic i dojezdzamy do Prusic, mimo ze tego nie planowalismy. Miasteczko ma przyjemny brukowany ryneczek.







Nawet jakis stary napis wyłazi spod warstwy farb…



Kolejny pałacyk napotykamy w Wilkowej. Połozony jest na obrzeżach wsi. Stoi sobie wsród zabudowy folwarcznej i popegieerowskiej.









Jest tez mały ceglany budyneczek, ktory nie wiemy do czego słuzyl.



Wokól pałacu jest sporo malowniczych stawów i rozlewisk.









Latem to chyba tu bez maczety ani rusz! :) W kłebowiskach krzaków gniezdza sie tysiace szarych, ćwierkajacych kulek!



Od przodu pałac wyglada calkiem niezle…



Sympatyczna rzezbiona weranda.





Z tyłu sprawa przedstawia sie juz zupelnie inaczej…



Ochota na zwiedzanie wnetrz raczej nam mija ;)



W Rościsławicach trafiamy na jakis folwark, ale nie jest to ten, ktorego szukalismy.



Poszukiwany pałac znajduje sie przy Ośrodku Pomocy Społecznej. Dawniej sam pełnił miedzy innymi te funkcje.



Byl tez klubem.



Teraz zbudowano nowe budynki do celow uzytkowych a palacyk stoi sobie cichy i zapomniany w cieniu starych drzew.















Drewniane wycinane ozdoby.





Kazda minuta jest dobra aby znalezc sobie plac zabaw!



W okolicach Obornik nie znalezlismy zadnego fajnego miejsca ogniskowego. Ostatecznie takowe zapodajemy duzo pozniej, gdy juz ciemnosc spowija wszystkie okolice. Bo dopiero w Kotowicach nad Odrą.







Gdy juz gasimy ognicho i wracamy do auta, rzuca mi sie w oczy leżąca w krzakach cegła. Wiele cegieł w zyciu widziałam. Nie wiem czemu ta akurat zwrocila moja uwage. Tajemnicza sprawa! Proponuje toperzowi, ze moze ją zabierzemy? Moze ona nam sie kiedys przyda? Toperz jest mniej entuzjastycznie nastawiony : “buba przestan, jeszcze tylko cegły nam brakuje!”

Pakujemy sie wiec i wyjezdzamy. Jedziemy pod pobliską wieże widokową. Jest podswietlona i kabak koniecznie chce na nią wyjsc.

Chwile pozniej busiowi udaje sie ugrzęznąć w rowie. Kto u licha przekopał rów przez droge? Albo to woda wyrwała? I jak to jest, ze jadąc w drugą strone żesmy go nie zauwazyli? Ale fakt jest taki, ze przednie koła siedzą w rowie. Napęd jest na tylne wiec powinny wyciągnąć.. Ale nie… buksują, śmierdzą, dymy sie podnoszą. Podkładamy dywaniki, gałęzie, deseczki. Probujemy zakopac rów łopatą. Nic. Wokól ciemno i pusto. Kręcące sie pod wieżą cinquecento chyba czuje powage sytuacji bo nawiewa na mój widok ;)





Gdyby to byla skodusia to bysmy wypchali! Ale tu raczej szans nie ma. Wyciągnąć tez nie kazde auto da rade.. Chyba tylko traktor.. Chyba z godzine sie miotamy. Kabak juz chce podkładac pod koła swoje maskotki. W koncu udaje sie cofnąć o jakies 15 cm, jedno kółko troche wyłazi z rowu. Taka sytuacja moze sie nie powtorzyc! Pozostaje nam choc odrobine zatkać czymś ten pierniczony rów. Ziemia jest za miękka. Toperz mowi, ze musimy znalezc jakies kamienie, grubą bele czy cegłe. CEGŁA!!! Moja cegła! Wiedziałam, ze ona sie nam przyda!!! Nie przypuszczałam tylko, ze takim w tempie natychmiastowym!

Cegła ląduje w rowie, a busio ładnie po niej rów przeskakuje. Teraz nie ma wątpliowsci. Cegła jedzie dalej z nami!



Pozostaje wiec jeszcze tylko odwiedzic obiecaną wieże.







To był długi i pełen przygód dzien! :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Korzystanie z forum bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. Można dokonać ustawień cookies w przeglądarce. Więcej - regulamin forum.