Leśny portal informacyjny - Lasy polskie Forum dyskusyjne
nie tylko o lasach, nie tylko dla leśników

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Wędrówki pograniczem polsko - litewskim (Suwalszczyzna 2017)
Autor Wiadomość
Capricorn 
Admin



Pomógł: 59 razy
Dołączył: 14 Lis 2013
Posty: 29489
Wysłany: 2017-11-07, 17:34   

Cmentarz jest ciekawy, sama zobacz



Są tam też wojenne mogiły.

Natomiast studzienka położona jest, a przynajmniej była tuż przy drodze. Taką informację o niej znalazłem:
Cytat:

B. Po powstaniu styczniowym
1. Becejły
W końcu sierpnia 1864 r. wójt gminy Zaboryszki powiadomił bisku­pa Łubieńskiego, iż w lesie, tak zwanym, Szypliszki płynie źródło i tam
przybywają ludzie z różnych stron i okolic. Piją wodę, składają dary i ofiary, ogłaszają uzdrowienia, nazywają to miejsce cudownym.
Z kolei naczelnik powiatu sejneńskiego i gubernator suwalski zwrócili się do bi­skupa, aby delegował swego przedstawiciela do komisji mieszanej
cy­wilno - kościelnej. Niezależnie od tamtych, dziekan sejneński Katyll in­formował biskupa, że od kilkunastu dni lud gromadzi się do krzyża
i źródełka położonych obok drogi prowadzącej do stacji pocztowej w Szypliszkach, w miejscu niedaleko wsi Becejly.
Ludzie modlą się i skła­dają ofiary. Krzyż jest stary a obok na sośnie umieszczono kilka nowych
obrazków papierowych w ramkach pod szkłem. Źródełko wytryska spod sosny, ludzie piją wodę i obmywają części ciała. Ale dotąd żaden
cud się nie zdarzył. On sam nie był tam, bowiem ludzie rozgłaszają, iż ksiądz z Puńska za to, że pouczał, aby w dni święte raczej szli do kościo­ła
na mszę świętą niż do źródełka i krzyża, zaniemówił. A gdy później pieszo podróżował przez pięć piątków do krzyża i źródełka, i pił wodę,
odzyskał głos. Dziekan nie chciał narażać się na takie pomówienia. Komisja mieszana przebadała kilku świadków, zeznawać chciało
więcej, ale nastał wieczór. Lekarz powiatowy wziął z miejsca trzy butel­ki wody, która była dosyć mętna, nie źródlana. Główny świadek,
Elżbie­ta Chmarowa zeznała, że w dawnych czasach przy drodze do Szypli­szek znajdował się obrazek Matki Boskiej na sośnie, którą ścięto około
1830 r. Przed mniej więcej siedemnastu laty ona we śnie ujrzała dwie osoby w bieli. Jedną była Matka Boska, a druga wyraziła życzenie, aby
w tym miejscu postawić krzyż z kapliczką. Za użebrane ofiary kupiła obrazek i umieściła w kapliczce na drzewie. Niedługo potem zniknął u
niej kołtun, a i syn poczuł się lepiej. Powiedziała o tym ludziom. Inni świadkowie mówili o uzdrowieniach.
Marcin Sosnowiecki, Andrzej Sukrymowicz, Maciej Żebrowski - uzdrowienie córek, Józef Wojnikiewicz - zeszła mu z ręki opuchlizna,
Jakub Wołyniec - ustąpił ból dziąseł, Feli­sa Chylewska - ustał ból ręki. Od lipca do września 1864 r. ludzie zło­żyli przy krzyżu: 93 ruble,
12 kawałków płótna, 18 funtów lnu, 4 funty wełny, 32 świece i umieścili na drzewie i krzyżu kilkanaście obrazków.
Nie wiadome są dalsze losy tego miejsca15.

http://bazhum.muzhp.pl/me...21-s289-305.pdf
_________________
"Słowa mają ogromną moc, więc naszą powinnością jest te słowa kontrolować. Inaczej mogą zdziałać wiele zła" - Mordimer Madderdin
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-09, 11:15   

Fajne miejsca! no zal ze tam nie bylismy... Zatem jest powod aby kiedys wrocic!
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-09, 11:15   

Na obrzezach Becejłow sa dwa jeziora. Jedno z nich jest bardzo urokliwe- i co najwazniejsze rokuje biwakowo. Wrócimy tu wieczorem!











“Most na rzece Pchay” :)



Idziemy jeszcze odwiedzic tutejszy sklep, ktory jest chyba najsymptyczniejszym tego typu obiektem na naszej tegorocznej trasie. Nie jakas “Zabka”,”Lewiatan”, czy ”ABC”. Po prostu normalny, wiejski sklep. “Spozywczo- przemyslowy”.





Ogrodek biesiadny zacheca aby przycupnąc tu na dluzsza chwile. Mozemy spokojnie sie delektowac wieczorem. Miejsce na biwak znalezione, wiec nigdzie nam sie nie spieszy!



W srodku sprzedaje przemiła babka. Opowiada nam o jakims gosciu, ktory szedł z plecakiem dookoła Polski. Ale nie tak jak my- rekreacyjnie. On to potraktowal wrecz sportowo. Starał sie isc jak najblizej granicznych słupkow i zbierał pieczatki od pogranicznikow, ze sklepow, z plebani. I do tego sklepu tez zajrzał. My akurat nie po pieczatki przyszlismy a po piwo. Nabywam tez nakrecanego krokodyla dla kabaczka! Sliczny skubaniec patrzy na mnie z półki… i nie potrafie odejsc.



Zakupiłam tez mała naleweczke truskawkową. Niestety trąciłam butelke i zawartosc wylewa sie na stół. Grzes z Pudlem ratuja co sie da! :)



A to jakas bratnia dusza! Tez niesie na plecach swoj domek, tez dotarł dzis do Becejłów. I tez nigdzie mu sie nie spieszy! :)



Wieczorna kontemplacja nadjeziornych klimatow.





Ognisko zapodajemy nie nad samym brzegiem. Raz, ze nie ma tu wypalonego krążka, a dwa, ze byloby nas widac z wioski. Palimy ciut wczesniej, na wyjezdzonym przez auta leśnym “rondzie”.



Jedna z “podlaskich” tradycji - odpalanie skręcików gałęzią z ogniska. Taki ogien smakuje nieporywnywalnie lepiej od zapałki czy zapalniczki!





Dzis jest rosa. A podłoga namiotu Grzesia przesiąka nawet od mokrej trawy. Jak mozna zrobic taki namiot? Tylko na pustynie? Co sie musi w nim dziac podczas deszczu? Nawet nie chce o tym myslec. Musze pod karimate podlozyc sobie peleryne, zeby nie spac w kałuzy. Ta podloga wrecz zasysa wode! To jest jakis absurd, zeby cos takiego wypuscic na rynek i nazwac namiotem!

Swiat widziany z porannego kibelka!





Jest slonecznie acz chlodny. Chyba dzis nikt z ekipy sie nie kąpie. Idziemy tylko posiedziec na pomoscie.









Wokol plywaja łabedzie, jakis rybak wsiadl do łodzi. Pac pac pac - uderzają jego wiosła w wode. Nad brzegiem pasą sie konie. Źrebaki dokazują wierzgając nózkami. Spięta agrafkami moja koszulka trzepoce na wietrze i schnie.. Szumią szczyty sosen na brzegu. Jakis taki wycinek krajobrazu na brzegu. I ten zapach..wody, starego drewna pomostu, tytoniu, konskiej kupy... Przypomina mi to cos sprzed wielu lat. Jakies miejsce, ktore było dla mnie niesamowite, fascynujace i czułam sie tam wyjatkowo dobrze. Nie pamietam tylko gdzie to bylo. Mialam wtedy chyba kilka lat. Nagle i w jednej chwili jakby wiatr przywiał na sekunde tamtą czasoprzestrzen, gdzie znow jestem dzieciaczkiem i patrze gdzies przed siebie. Probuje sobie za wszelką cene przypomniec gdzie to bylo. Az mnie zaczyna bolec glowa. Czasem tak jest, ze gdy zbyt silnie probujemy przywołac jakas myśl, ktora uciekła - tak sie konczy.

Potem znow wędrujemy pod sklep. Dac wyraz kolejnej tradycji naszych przygranicznych włóczęg. Podsklepowa JAJECZNICA! Z cebulką, boczkiem i paryką. Pełen wypas i smakowa rozpusta. Jest tez kawa i bączki Łomża.









Sprzedawczyni dzis nam opowiada o jakis festiwalach, ktore odbywały sie w Becejłach rokrocznie, ostatni raz kilka lat temu. Zjezdzalo sie okolo 200 ludzi. Spali po kwaterach, w szkole, w namiotach. Palily sie ogniska, grały amatorskie zespoły i gitarowe grupki obsiadały brzegi obu jezior. Cała wies bawiła sie z nimi. A potem sie skonczylo. Pewnie tak jak z sylwestrami w Kotach pod kosciolem. Komus żal dupe ściskał, ze inni ludzie potrafia sie cieszyc i dobrze bawic. I za punkt honoru postanowil sobie to zniszczyc…

Z pelnymi brzuszkami idziemy dla odmiany nad drugie jezioro. Tu plaża jest zagospodarowana i odnowiona. Co mogli to wybetonowali, ogrodzili, obwiesili zakazami i symbolami UE.





Na skraju plazy stoi mały niebieski domek, pamietajacy zapewne sympatyczniejsze czasy tego miejsca.



Skoro juz tu jestesmy to ¾ ekipy zazywa kapieli.









A w wiatce degustujemy jakiegos winiacza…





Szkoła… Widac dokladnie, ze byl tu kiedys PTSM…



Czyzby tu mozna pozyskac samorodki złota? Albo węgiel ukopac w nielegalnych biedaszybach?



Gdy juz mamy zamiar wyruszyc w dalsza droge i opuscic Becejły, okazuje sie jednak, ze ta wioska tak łatwo nas nie wypusci! Pojawiają sie czarne chmury i w ostatniej chwili udaje sie schronic w wiacie przystankowej. Ale co to jest za wiata! To jest dom! Wprawic szyby w oknach, drzwi - i mozna zamieszkac. W srodku sa lawy, stół, nawet gazety do poczytania jakby sie ktos nudzil! Od razu pojawia sie tez jakas nalewka na stole. To taki rodzaj wyjazdu, ze nie ma szans, aby zaschło w gardle ;)









W koncu udaje sie wyrwac ze szponów Becejłów. Trzymały nas wyjątkowo długo. Ale jakos sobie tego nie krzywdujemy! Nic tak nie pachnie jak asfalt w upalny dzien po ulewnym deszczu. Lepiej pachnie jedynie pokruszony, pełen dziur asfalt po burzy ;) Wstęgą parującego asfaltu zagłebiamy sie w lasy.





Trzeba poszukac miejsca na biwak bo poranna biesiada jakos nam sie przedluzyla do wieczora. Nie ma to jak sniadanie zaczyna sie zlewac z kolacją ;) Sa nawet pomysły, zeby wrocic nad nasze jezioro. Ale dwa razu spac w tym samym miejscu??? Nieeeee! Nie ma takiej opcji- wzywa nas nieznane!

Wraz z Grzesiem łapiemy stopa...

cdn
Ostatnio zmieniony przez Capricorn 2017-11-09, 11:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Capricorn 
Admin



Pomógł: 59 razy
Dołączył: 14 Lis 2013
Posty: 29489
Wysłany: 2017-11-09, 11:52   

buba napisał/a:
Becejłow sa dwa jeziora.
buba napisał/a:
Na obrzezach Becejłow sa dwa jeziora.

Precyzyjnie mówiąc są tam trzy jeziora: Iłgiel, które łączy się z Szelmentem Małym rzeczką Szelmentką, oraz Jodel. Iłgiel położony jest na północ od Becejł, Szelment Mały na południe, zaś Jodel połączony wąziutkim przesmykiem z Szementem Małym dotyka zabudowań Becejł od strony południowo zachodniej :) Jodel jest najmniejszym i najbardziej ustronnym miejscem ukrytym w lesie świerkowym. Tam było jedno ze śródleśnych obozowisk harcerskich ulokowane kiedyś. Jak jest teraz nie wiem :)

https://www.google.pl/map...3.0426468?dcr=0
buba napisał/a:
Czyzby tu mozna pozyskac samorodki złota? Albo węgiel ukopac w nielegalnych biedaszybach?

Niemalże ;) Sporo tam czystego piasku i żwiru, a ten na budowę zawsze się przyda :roll:

buba napisał/a:
Trzeba poszukac miejsca na biwak bo poranna biesiada jakos nam sie przedluzyla do wieczora.

Wiele tego szukania nie było. Wiata przystankowa (jakoś mi się wydaje, że faktycznie był to kiedyś sklepik, ale mogę się mylić) położona jest ok. 400m od kolejnego miejsca biwakowego w lesie w kierunku na Krzywólkę oraz Przejmę :)
_________________
"Słowa mają ogromną moc, więc naszą powinnością jest te słowa kontrolować. Inaczej mogą zdziałać wiele zła" - Mordimer Madderdin
 
 
Piotrek 
Admin
Stara Pierdoła (i gaduła?)



Pomógł: 364 razy
Wiek: 61
Dołączył: 27 Maj 2005
Posty: 67709
Skąd: ze wsząd
Wysłany: 2017-11-09, 15:35   

buba napisał/a:
Komus żal dupe ściskał, ze inni ludzie potrafia sie cieszyc i dobrze bawic. I za punkt honoru postanowil sobie to zniszczyc…
Powiem ci z doświadczenia, że takie imprezy upadają z braku finansowania. W budżetach gminnych jest dziesiątki bardziej potrzebnych wydatków (ochrona zdrowia, oświata, remonty dróg itp.) a pozyskanie sponsorów dla lokalnego wydarzenia graniczy z cudem.
buba napisał/a:
Czyzby tu mozna pozyskac samorodki złota? Albo węgiel ukopac w nielegalnych biedaszybach?
Żwir i piasek. Nielegalne żwirownie to utrapienie.
_________________
Są rzeczy, których nie ma.
***Unless otherwise stated, my posts are my opinion, not official***
No trees were killed in the sending of this message, but a large number of electrons were terribly inconvenienced.


 
 
poreba 
Inżynier Nadzoru



Pomógł: 19 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 1111
Skąd: wracali Litwini
Wysłany: 2017-11-10, 02:02   

buba napisał/a:
poreba napisał/a:
To już bądźcie konsekwentni: jeżeli nie Łoździeje, to i nie Gaładuś, a Galadusys ;-)
Miasto calkowicie lezy na terenie Litwy i teraz ma chyba tylko jedna nazwe?
Tak, AFAIR polska nazwa dla Łoździeji jest tylko jedna, Litwini też chyba jedną mają.
Tak już jest, że Paris nazywamy Paryżem, München - Monachium, London - Londynem, Köln - Kolonią, New York - Nowym Jorkiem, Vilnius - Wilnem, Bromberg - Bydgoszczą, Kapčiamiestis - Kopciowem ;-)
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-12, 20:43   

poreba napisał/a:
buba napisał/a:
poreba napisał/a:
To już bądźcie konsekwentni: jeżeli nie Łoździeje, to i nie Gaładuś, a Galadusys ;-)
Miasto calkowicie lezy na terenie Litwy i teraz ma chyba tylko jedna nazwe?
Tak, AFAIR polska nazwa dla Łoździeji jest tylko jedna, Litwini też chyba jedną mają.
Tak już jest, że Paris nazywamy Paryżem, München - Monachium, London - Londynem, Köln - Kolonią, New York - Nowym Jorkiem, Vilnius - Wilnem, Bromberg - Bydgoszczą, Kapčiamiestis - Kopciowem ;-)


Wiem ze tak jest, ale zawsze jakies takie dziwne mi sie wydaje tlumaczenie nazw miejscowosci na rozne jezyki. Przeciez to jest nazwa wlasna tak jak nazwisko czlowieka. Poza tym tylko niektore nazwy sie tlumaczy bo np. gruzinskie miasto Ahalkalaki, mimo ze trudno wypowiedziec to chyba w kazdym jezyku nazywa sie tak samo.. Szkoda ze nie jest tak ze miasto ma jedna nazwe i koniec, tylko kazdy sobie wymysla swoje..
Ostatnio zmieniony przez buba 2017-11-12, 20:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-12, 20:47   

Capricorn napisał/a:
Jodel jest najmniejszym i najbardziej ustronnym miejscem ukrytym w lesie świerkowym. Tam było jedno ze śródleśnych obozowisk harcerskich ulokowane kiedyś. Jak jest teraz nie wiem


To jak patrze na mape to chyba bylo tak ze ja pobieglam na prawo od szosy nad Iłgiel i tam szukalam miejsca na biwak. A kolega polecial na lewo czyli na Jodel. Nie bylo z 15 munut i ponoc nic nie znalazl dogodnego. Jako ze ja znalazlam to zeby juz tam w druga strone nie szli. Teraz zaluje po tym twoim opisie!
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-12, 20:47   

Capricorn napisał/a:
Wiele tego szukania nie było. Wiata przystankowa (jakoś mi się wydaje, że faktycznie był to kiedyś sklepik, ale mogę się mylić) położona jest ok. 400m od kolejnego miejsca biwakowego w lesie w kierunku na Krzywólkę oraz Przejmę


To zapewne minelismy pozostajac w błogiej nieswiadomosci!
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-12, 20:48   

Dzisiaj los nam sprzyja - udaje sie złapac stopa. Wprawdzie nie do Rutki- Tartak jak chcielismy, ale w dobrą strone. Zabiera nas robotnik odwożący kolege do domu w Baranowie. Z miejsca gdzie wysiadamy roztacza sie taki oto widok:



I zapada decyzja- kit z Rutką! Idziemy na wzgorze! Jest bowiem spora szansa, ze tam bedziemy spac! Mijana chudoba bacznie nam sie przyglada.



Po drodze bagienka i idealnie okragłe oczka wodne, jakby w kraterze wulkanu.





Miejsce okazuje sie bardzo dogodne biwakowo. Dajemy znac chłopakom, ze miejsce na nocleg znalezione. Oni chyba cała droge idą piechotą. Nie wiem naprawde jak to robią ludzie, ktorzy w skonczonym czasie sa w stanie dojechac stopem w konkretne miejsce... To tak po prostu nie działa. Przynajmniej w Polsce. Jazda stopem to loteria- czasem dotrzesz w zaplanowane miejsce, czasem poznasz fajnych ludzi i pojedziesz w przeciwnym kierunku, ale bardzo czesto cała trase zapodajesz z buta. Albo sa dwie rownolegle rzeczywistosci ;)

Grzes idzie do Rutki na zakupy. Ja zostaje z plecakami, wyłaze na wieze. Wokol roztacza sie widok na łagodne wzgorza Suwalszczyzny, oswietlone ciepłym, wieczornym słoncem.













Zaraz za wieżą jest skarpa nieczynnego wyrobiska. Tam planujemy zapodac ognisko. Chrustu za duzo nie ma, ale sa resztki rozwalonego płotu, ktory runął w dół ze skarpy.



Z rozkladaniem namiotow i rozpalaniem ognia postanawiamy sie wstrzymac az bedzie tu sami. Mamy takie podejscie, ze zawsze lepiej jak nikt nie wie gdzie biwakujemy. Moze to przesadna ostroznosc- ale zaszkodzic nie zaszkodzi. W naszych czasach kapusiow niestety nie brakuje, a tak na pierwszy rzut oka to nigdy nie wiadomo kto zacz. A u wlotu do wyrobiska zatrzymały sie dwa auta. Facet i babka. Stoją oparci o auta i sie gapią w naszą strone. Chyba to miala byc randka, ale nieco dziwna.. Skoro bardziej sie interesuja nami niz soba nawzajem? W koncu o 21 odjezdzaja. Wyrobisko jest nasze! Ogien płonie, nalewka jagodowa rozgrzewa chlodny wieczor. Dzieki wyprawie Grzesia do Rutki mamy ziemniaki, masełko i sól. Zresztą nalewke tez dzieki Grzesiowi.







W Bęcejłach kupilismy folie malarska, wiec dzis namiot rozbijamy na niej. I jest duzo lepiej. Nie przesiąka, mimo porannego deszczu. Co najciekawsze- babka w sklepie zarzekała sie, ze nie ma folii. Ale znalazlam takowa na polce- zakurzoną, pozółkłą. Byla kupa smiechu. Widac ta folia czekała na nas 10 lat!

Z racji na poranne siąpiące opady sniadanie wyjątkowo zjadamy bez rozpalania ogniska. Rozsiadamy sie w wiezy bo tu jest dach.







Wreszcie dzis idziemy na wycieczke szutrówkami! Opuszczamy glowne drogi, kierujemy sie na Wierzbiszki i inne małe przysiółki gdzie nic nie ma. I składamy sobie obietnice, ze za rok przez wiekszosc wyjazdu wlasnie tak bedziemy wędrowac! Na pohybel asfaltom! Od razu jakos milej dla oka, od razu jakby wieksza przestrzen i szerszy oddech, a i drewnianych domkow jakby wiecej! Drogi sie wiją wsrod krzewow bzu i starych omszałych płotow. Po polach snują sie mgły, od czasu do czasu popaduje. To zdecydowanie dzien o najbrzydszej pogodzie na calej tegorocznej trasie. Ale chrzęszczący pod stopami żwir i piach niweluje wszelakie niedogodnosci!





















Jedną chatynke wyraznie ktos przywraca do zycia!





Co chwile mijamy przydrozne kapliczki.. Ich ilosc jest prawie rownowazna liczbie domow! A zadumanych światków zapewne w rejonie naliczymy wiecej niz stałych mieszkancow rozrzuconych po polach chałupek..







Napotykamy tez mały cmentarzyk z I wojny swiatowej. Groby juz prawie rozpadniete, acz niedawno postawili zbiorczą tablice pamiatkowa. Gdyby nie ona łatwo by mozna przegapic to miejsce, biorac mogiły za kamienie.





Nasza dzisiejsza wycieczka to takie kółeczko po przysiólkach- caly czas łazimy wokół naszej wiezy, tej przy ktorej spalismy. Mamy okazje ją ogladac z kazdej strony! Śmiejemy sie, ze taka widac tradycja naszych wschodniogranicznych wedrowek - kilka lat temu jak plynelismy tratwą to wciaz widzielismy wieze kosciola w Sztabinie. Teraz przesladuje nas dla odmiany inna wieza! Widac los nas pilnuje, zebysmy sie nie zgubili! ;)



W Rutce czekamy na autobus w dziwnych okolicznosciach - ni to plac zabaw, ni to lesny parking, ni to zakręcony sen lokalnego artysty. Mozna tu liczyc zające, ogladac wystrugane z drewna ptactwo albo schowac sie do beczki. Nie wiem komu to ma słuzyc- nie widzimy tu ani dzieci, ani lokalnych żulikow.







est tez wiata z marmurowymi ladami i zlewami z bieżącą wodą. Moze w sezonie dziala tu jakis sklepik albo punkt gastronomiczny? Wiata raczej nie ma walorow noclegowych- przewiewna, blisko zabudowan, no i ponoc wszedzie wiszą kamery... Palenisko tez takie sterylne jakby nikt nigdy w nim nie palil ognia.. Albo potem szorowali domestosem ;)





Za plecami szumi nam Szeszupa. Nie sądzilam, ze to taka duza rzeka! Ma prawie 300 km i plynie tez przez Litwe i Obwod Kaliningradzki! Zawsze myslalam, ze to malutki, regionalny potoczek!

cdn
 
 
Piotrek 
Admin
Stara Pierdoła (i gaduła?)



Pomógł: 364 razy
Wiek: 61
Dołączył: 27 Maj 2005
Posty: 67709
Skąd: ze wsząd
Wysłany: 2017-11-12, 21:14   

buba napisał/a:
Facet i babka. Stoją oparci o auta i sie gapią w naszą strone. Chyba to miala byc randka, ale nieco dziwna.. Skoro bardziej sie interesuja nami niz soba nawzajem?
Wydaje się, że cierpliwie czekali aż sobie pójdziecie, a oni będą mogli przystąpić do "ćwiczeń terenowych"...
_________________
Są rzeczy, których nie ma.
***Unless otherwise stated, my posts are my opinion, not official***
No trees were killed in the sending of this message, but a large number of electrons were terribly inconvenienced.


 
 
poreba 
Inżynier Nadzoru



Pomógł: 19 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 1111
Skąd: wracali Litwini
Wysłany: 2017-11-14, 18:41   

buba napisał/a:
poreba napisał/a:
Paris nazywamy Paryżem, München - Monachium, London - Londynem, Köln - Kolonią, New York - Nowym Jorkiem, Vilnius - Wilnem, Bromberg - Bydgoszczą, Kapčiamiestis - Kopciowem ;-)
Wiem ze tak jest, ale zawsze jakies takie dziwne mi sie wydaje tlumaczenie nazw miejscowosci na rozne jezyki. Przeciez to jest nazwa wlasna tak jak nazwisko czlowieka.
Nie żebym przy okazji podróżniczego tematu chciał coś mącić, ale... Pani Kowalska z Landwarowa może i by się z Tobą zgodziła względem miejsca zamieszkania, względem tego że w ichniejszym dowodzie koniecznie chcą ją nazywać Kowalskiene - już niekoniecznie. Tym bardziej, że jej ojciec - przykładowo - jednak w w Ladwarowie się urodził, a nie w Lentvaris.
buba napisał/a:
Poza tym tylko niektore nazwy sie tlumaczy bo np. gruzinskie miasto Ahalkalaki, mimo ze trudno wypowiedziec to chyba w kazdym jezyku nazywa sie tak samo.. Szkoda ze nie jest tak ze miasto ma jedna nazwe i koniec, tylko kazdy sobie wymysla swoje..
Akurat w tych stronach nie ma potrzeby tłumaczenia na polski nazw miejscowości. One je mają, od dawna, po prostu.
Inna sprawa z Londynami, Paryżami. Nawet Koln nam spowszedniał do Kolonii, a takie Asseheim (słyszał ktoś o tej dziurze?) nie.
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-15, 10:56   

poreba napisał/a:
Akurat w tych stronach nie ma potrzeby tłumaczenia na polski nazw miejscowości. One je mają, od dawna, po prostu.
Inna sprawa z Londynami, Paryżami. Nawet Koln nam spowszedniał do Kolonii, a takie Asseheim (słyszał ktoś o tej dziurze?) nie.


Wiec kolejny powod ze dziury i zadupia sa fajne! :D
 
 
buba 
Leśniczy



Dołączyła: 18 Lis 2013
Posty: 831
Wysłany: 2017-11-15, 22:56   

Dziwnie sie czujemy docierając do Suwałk. Ruch, tłum, hałas, wszedzie pędzące auta. Ludzie biegają w pospiechu, roztaczajac za soba woń ciezkich perfum. Nie pachnie sosnowy las, dym z ogniska i wodorost z zarastajacych jezior. Dziwnie tak…

Idziemy z plecakami przez miasto jak jakies stwory z innej planety. I ludzie chyba tak na nas patrzą. Chyba niesiemy ze sobą klimat (i zapach) innego swiata, zagubionego wsrod przygranicznych pól, lasow i zbiornikow wodnych.

Spora część miasta niekoniecznie przypada mi do gustu. Ale jak wszedzie mozna odnalezc “smaczki”. Gdzieniegdzie natrafiamy na duzy drewniany dom, dziwną furtke, suszące sie pranie ukryte w podworku gdzie zatrzymal sie czas. Nieraz mały piesek spoglądnie tęsknie w strone okiennego lufcika..















Hotel, w ktorym chetnie bym zanocowala! Acz chyba nie jest czynny, jak zwykle w takich przypadkach. Choc bywalo kilka zacnych wyjątkow, ale przewaznie nie w Polsce ;)



Suwałki to chyba miasto dobrych ludzi. Kilkakrotnie ktos zagaduje nas na ulicy, pytajac czy w czyms pomoc, cos doradzic, gdzies zaprowadzic. Nie wiem czy turysta z plecakiem jest tu taką rzadkoscia, ze budzi ciekawosc czy po prostu chec bezinteresownej pomocy i usmiechu jest wsrod ludzi bardzo rozbudowana.

Dzis jestesmy zmuszeni spać na kempingu, jako ze to spore miasto. W takich miejscach ciezko o dogodne i bezpieczne krzaki na dzikie biwaki. Trafiamy wiec na "eurokemping" przy stadionie. Wokol trawka z rolki i totalna patelnia- ani pół drzewka czy krzaczka. I same kampery, oczywiscie wszystkie białe i jakby wlasnie wyjechały z myjni i woskowania. I wsrod tego nasze dwa zielone namiociki przywykłe do malowniczych zarośli, jak przeniesione z innej bajki.. Sznurkow na pranie nie przewidzieli, a wsrod tej pustyni to nawet ciezko gdzies swoj sznurek przywiązac. Suszymy wiec rzeczy na rekwizytach z mini placu zabaw.





Dziwne tu mają łazienki- jednoguzikowe. W umywalkach plynie tylko lodowata woda. Ciepła woda jest w prysznicach. Owe prysznice tez mają jeden guzik i krotką rurke wystającą ze sciany. Jak sie nacisnie guzik to zapewne oblewa cie od stop do glow, łącznie z wlosami. No coz… Chcac umyc zęby w cieplej wodzie trzeba isc pod prysznic. Albo zagotowac sobie na butli - jak w lesie. Kuchnia jest, ale zamknieta. No coz- jak cos sie nazywa “eurokemping” to musi byc udziwnione, sterylne, błyszczące a praktycznosc jest rzeczą trzeciorzędną. Jako ze kazde miejsce posiada zalety i wady - tu plusem jest sympatyczny gospodarz. Przychodzi pogadac i poopowiadac nam rozne ciekawostki o okolicach, co mozna zwiedzic w miescie. Chłop ma taka wiedze i gadane, ze posluchac go chwile to jakby przeczytac trzy przewodniki!

Miejsce nie bardzo sie nadaje aby tu siedziec i napawac sie atmosferą biwaku... Zostawiamy wiec bagaze i idziemy sie powłoczyc sie po miescie. Zaraz za stadionem są cmentarze, gdzie leżą wyznawcy 7 odłamów religijnych. Żydzi, muzułmanie, ewangelicy, kalwini, prawosławni, starowiercy i katolicy. Wrogie religie, ktore w roznych rejonach swiata od wiekow toczą ze sobą wojny - pogodziła suwalska ziemia... Los bywa przewrotny.

Na cmentarzu muzułmanskim nic nie zostalo. Jest tylko polanka porosła trawą i symboliczny półksiezyc na bramie. Pewnie Tatarzy sa tu pochowani, tacy jak w Kruszynianach czy Bohonikach. Ale pewnosci nie mam..



Żydowskie miejsce pochówku tez widac, ze bylo bardzo zniszczone. Niedawno utworzono tu pomnik z połamanych płyt nagrobnych wyoranych z terenow cmentarza.





Na cmentarzu prawosławnym stoi niebieska, drewniana cerkiewka. Malutka, podrzezbiana, przywodząca na mysl jakies wioseczki na syberyjskich bagnach.



W porannym oświetleniu prezentuje sie jeszcze lepiej!



Za nią sa prawoslawne groby, wiele z nich malowniczo zarosnietych bujnymi o tej porze roku ziołami i chaszczem.











Prawosławny cmentarz dosc płynnie przechodzi w miejsce spoczynku staroobrzędowcow. Nie wiem czemu, ale jakos od zawsze czuje sympatie do tego wyznania. Ma w sobie jakas tajemniczosc, jakis wyjątkowy urok. Tereny, w ktorych wystepuje ta grupa religijna, przewaznie sa klimatyczne, troche zapomniane i gdzies na uboczu. Ukrainska delta Dunaju i pociete kanalami Wiłkowe, rumunskie Sarichioi, po drugiej stronie tej samej delty. Gruzinska Dżawachetia i wioski z dachami domow poroslymi trawą. Albo Wodziłki tu w suwalskich okolicach, wsrod wzgorz, ktorych nie powstydzil by sie Beskid Niski. Tutaj ten cmentarz tez podoba mi sie najbardziej ze wszystkich siedmiu. Mozna zajrzec w oczy długobrodym dziadkom, ktorych powazne twarze widnieją na nagrobnych zdjeciach.













Ciekawe, ze sporo religii wystosowuje mniej lub bardziej wyrazne sugestie nakazy do swoich wyznawcow - ze facet ma miec brode! To jeden z dwoch nakazow religijnych, ktory bardzo mi sie podoba! Drugi to ten, ze w czasie postu nalezy obżerac sie rybami! :D

Do wielu nagrobnych tablic sa przyczepione rzezbione ośmiokanciaste krzyze wytłaczane w metalu o barwie mosiądzu a nieraz i malowane na kolorowo. Wiele razy spotykalam takie krzyze na giełdach staroci. Jeden nawet kupilam i wisi na scianie. Stojąc tu na cmentarzu w Suwałkach troche mi sie zimno zrobilo - na mysl skąd on mogł przywedrowac na bazar….







Spora czesc zmarlych ma dziwne, niespotykane chyba nigdzie indziej imiona np. Jepafanij czy Awakum.

Część nagrobkow jest opisana naszym alfabetem, część cyrylicą ale sa tez niektore groby z napisami dziwną mieszanką obu rodzajow liter.



Dalej jest cmentarz ewangelikow i kalwinow. Chyba musi chodzic o takie dwa wyznania - bo inaczej ciezko sie doliczyc siedmiu. Jest tu mało napisów po niemiecku, tylko na kilku grobach. Dominują napisy polskie.







Najbardziej przypakowany Jezus z kaloryferkiem na brzuchu jakiego spotkalam na swej drodze ;)



Na katolickim zwraca uwage, ze sporo dziadkow pozuje w mundurach lub w inny sposob upamietnia swoją wojskową przeszłosc.





Jest tez charakterystyczny grob, o ktorym wspominal nam facet z kempingu. Młody chlopak, ktory zginał w zamachu na nowojorskie wiezowce.. Dziwi tylko napis na tablicy- ze zginał za wiare i wolnosc. Wiare? Wolnosc? Myslalam, ze miał tylko pecha znalezc sie w zlym miejscu w złym czasie i stac sie jedna z tysiecy bezsensownych ofiar w rękach wielkiej polityki. Napis brzmi wzniośle, ale jest w nim jakis mały zgrzyt. A moze po prostu rodzinie lżej na duszy, ze śmierc chlopaka miała jednak jakis sens?



Mijamy tez kilka grobow do ponownego zasiedlenia. Nawet po smierci grozi nam eksmisja. Dobrze, ze nie przychodzi komornik zajumac kwiatki czy dechy z trumny na opał… Widac, ze o sporo tych grobow ktos dba… Stoją kwiatki, znicze.. Przy jednym siedzi na ławeczce jakas babuszka. Kim dla niej był pochowany tam mezczyzna? Mężem, bratem, kumplem z podworka? Poprawia kokardke na drewnianym krzyzu. Moze nie ma kasy na opłate?





Chyba nieraz warto byc wyznawcą mało popularnej w regionie religii. Prawosławnych czy ewangelikow nikt nie niepokoi po smierci. Leżą sobie od lat nawet gdy ich groby zarasta zielsko, tablice sie kruszą.. Nie muszą sie martwic, ze krzyze z ich mogił trafią na smietnik, Jezuski bedą lezec połamane bez rąk miedzy rozdeptanymi zniczami, a miejsce oficjalnie zajmie bogatszy współlokator. To nie tylko przypadek Suwałk. Zawsze ogarnia mnie straszny smutek, gdy widze groby przeznaczone do celowego zniszczenia. Rwie sie włosy z głowy, ze po wojnie niszczono groby niemieckie czy ukrainskie, ze z macew budowano drogi. Ze szacunek dla zmarłych, ze hieny cmentarne i bla bla bla. A ten sam proceder trwa oficjalnie, w majestacie prawa i za społecznym przyzwoleniem. Jest to dla mnie jedna ze wstrętniejszych rzeczy- pazernosc na forse, ktora próbuje sięgac nawet na tamten swiat…

Nurtuje tez mnie pytanie - co z tym grobem? Kto za niego płaci?



W Suwałkach postanawiamy rowniez poobcowac troche z zywymi i zająć sie mniej duchowymi przezyciami (np. żarciem). W tym celu odwiedzamy knajpe, gdzie ponoc sa jakies kołduny, bliny czy inne lokalne specjały. Dowiadujemy sie jednak, ze one są - ale tylko w menu, bo juz sie skonczyly. Jest tylko pizza. Zamawiamy wiec pizze, a chwile pozniej jakas parka dostaje kołduny. Nie wiem - moze trzeba było złozyc zamowienie po litewsku?

W nocy na kempingu budzi mnie dziwny dzwiek. Jakby wodospadu. Co sie okazuje - na stadionie włączyli sikawki podlewające trawe. Jedna z nich jest tak ustawiona, ze wali strumieniem wody po ogrodzeniu kempingu. Halas jest na tyle spory, ze musze wsadzic w uszy stopery. Pudel stoperow nie mial, a na dodatek fontanna podlewała jego namiot. Zabrał wiec manele i poszedł spac do łazienki. Rano ponoc na kokon na karimacie wlazł jakis kamperowiec z Niemiec czy innej Holandii, ktorego o swicie przycisnela potrzeba ;) Ciekawe czy sie przestraszyl? albo uznał to za egzotyke? A moze dla nich to juz normalne, ze jakies brodate opalone śpią gdzie popadnie? ;)

Rano musimy wstac dosc wczesnie bo spieszymy sie na autobus. Blisko dworca PKSu, przy jednej z ruchliwych ulic, stoi drewniany dom, zapuszczany na pomaranczowo, o ciekawym, nieregularnym ksztalcie. Nie jestem pewna czy ma stalych mieszkancow, ale nie wyglada rowniez na calkiem opuszczony. Otacza go duzy ogrod, z gatunku tych prawdziwych, a nie modnych ostatnio z betonu i plastiku. Juz drugi raz na tym wyjezdzie nie moge sobie odmowic przyjemnosci pokrecenia sie kolo tego budynku. Emanuje tu zewszad spokoj i jakas taka dobra energia. Czlowiek ma nieprzebrana ochote przysiąść na ławeczce, zaciągnąc sie wonią bzu czy zajrzec do studni.







Moze to przez kontrast? Kilkaset metrow dalej rozciągają sie parkingi, galerie handlowe, ruchliwe skrzyzowania i inne frykasy niezbedne do szczesliwego zycia współczesnych ludzi. Kawałek za domem zaczyna sie świat bez roslin i bez ciszy.



Do Warszawy mamy okazje jechac autobusem prowadzonym przez gatunek zwany “skurwiel bezinteresowny”. Po raz pierwszy spotykam sie z sytuacją, ze mając wykupiony bilet do stacji dalszej- nie mozemy wysiąść na wczesniejszej, mimo ze autobus sie tam zatrzymuje. Nie bo nie. Probujemy wysiasc i tak, ale debil walczy o swoje jak babcie o karpie w Lidlu. Prawie wlasnym ciałem zasłania bagaznik i nie pozwala wyjąc plecakow. Bo mamy jechac na tą stacje co mamy na biletach. Przez chwile moze czuć władze i co mu zrobisz? Przez jego kaprys musimy drałowac kawal i jeszcze jechac metrem. Prawie godzina psu w d... Czasem mysle, ze to dobrze (dla mnie i dla swiata), ze nie urodzilam sie facetem o gabarytach toperza. Bo moglabym tego naduzywac. A ta sytuacja bylaby jedną z nich…

W Warszawie ogladamy cerkiew, ktora niestety jest zamknieta. Udaje mi sie tylko zajrzec do wnetrza przez piwniczne okienka, gdzie spotykam dwoch nasciennych brodatych kolesi i jakis stolik- ołtarz to czy katafalk? Z piwnicy zapodaje zapachem zapomnianej, butwiejacej łodzi, w ktorej ostatni rybak zapomniał części swojego połowu… ;)







Wsrod stołecznych zaułkow zwracają tez uwage fajne murale - stare i… stylizowane na stare! :)









Końce wyjazdow zawsze mają w sobie jakas doze smutku. Acz w tym przypadku nie jest tak źle! Do domu jade tylko sie przepakowac! Za kilka dni znow jak bumerang wracam na daleką połnoc. Ba! Jeszcze nawet na ciut dalszą, bo wbijamy do Obwodu Kaliningradzkiego! Znow bedą biwaki, ogniska i klimatyczne sklepiki głębokiej prowincjii! Acz tym razem bedzie nam dodatkowo szumiec morze, warczeć busio i kwiczeć bobas ;)

KONIEC
 
 
Piotrek 
Admin
Stara Pierdoła (i gaduła?)



Pomógł: 364 razy
Wiek: 61
Dołączył: 27 Maj 2005
Posty: 67709
Skąd: ze wsząd
Wysłany: 2017-11-16, 09:25   

buba napisał/a:
Acz chyba nie jest czynny, jak zwykle w takich przypadkach.
I tu się mylisz! Jak najbardziej czynny i zaprasza. :) http://noclegihancza.pl/
buba napisał/a:
skąd on mogł przywedrowac na bazar….
Skąd on NA PEWNO przywędrował...
_________________
Są rzeczy, których nie ma.
***Unless otherwise stated, my posts are my opinion, not official***
No trees were killed in the sending of this message, but a large number of electrons were terribly inconvenienced.


 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Korzystanie z forum bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w urządzeniu końcowym. Można dokonać ustawień cookies w przeglądarce. Więcej - regulamin forum.