Nie dodaje sesji! session_ip=38.107.191.103 U południowych sąsiadów - Dziennik - "Lasy polskie - leśny portal informacyjny"
Felietony Publikacje Reportaże Mechanizacja GIS Eko-Edukacja  Turystyka Leśna kuchnia Konkursy  Niezbędnik  Szkolnictwo
 Spotkania  Rodzina Leśnika  Kącik Poezji Brać Leśna  Nasze akcje  Przyroda z Pasją Po godzinach  Patronujemy  Listy do redakcji
 

U południowych sąsiadów

Reportaże » U południowych sąsiadów

Strona: 1/11

Fotorelacja          

     To nieprawda, że Słowacja stanie się droga po wprowadzeniu euro od początku przyszłego roku, jak straszą media, zwłaszcza telewizje. Słowacja jest droga od kilku lat. A rok temu było tak:

     Zaczynamy od Krakowa. Wcześniej dowiedziałem się bowiem, że krakowskie muzeum archeologiczne w niedzielę wpuszcza za darmo i ma prawdziwą mumię. Krzysiek mi nie daruje gdy mu jej nie pokażę. Pokazałem i to niejedną, a miłe panie z obsługi namówiły go, by on z kolei namówił panią na wycieczkę do Krakowa.
     Po programie obowiązkowym, czyli Stare Miasto z Kościołem Mariackim i Sukiennicami oraz Wawelem, pojechaliśmy na Chyżne. Prawie do Rabki mamy korek na przeciwległym pasie. To ci, co w niedzielne popołudnie wracają z weekendu w Tatrach, a kamery wszystkich stacji telewizyjnych pokazują, jak muszą stać. Ja się tak nie dam nabrać. Pojadę inną trasą.
     Na granicy polski pogranicznik popatrzył w paszporty i coś bąknął pod nosem. Mamy jechać? Słowacy się nawet nie pokazali. Teraz to już nieaktualne, jesteśmy wszak w strefie Schengen i nawet polski pogranicznik się nie pokaże...
     Do Demänovej, dzielnicy Liptovskiego Mikulasza trafiamy szybko, choć przy zjeździe z dwupasmówki nieco zaskoczył mnie znak „koniec autostrady”. Przecież tak kiepska droga nie może być autostradą. Toż nasze drogi – co może się wydawać niemożliwe – wyglądają lepiej.
     Mieszkamy w domku, jakich w Demänovej są dziesiątki. Identyczna architektura, identyczna dachówka, identyczny tynk. Tylko ogrodzenie w każdym jest nieco inne. Widok z balkonu świetny; z lewej Niskie Tatry, z prawej Choczskie Wierchy. Dach zasłania widok na Tatry...
     Następnego dnia z rana jedziemy na zakupy do Liptovskego Mikulasza. Leje jak cholera, widoczność minimalna. Ładujemy się na parking pod marketem Hypernova. Dziwny, bo prawie pusty. Pewnie dla pracowników, ale że wolnych miejsc mnóstwo, to idziemy na szybkie zakupy. Wracamy – na kole blokada! Mestska Policia (czyli straż miejska) mi to zrobiła. Jest podany telefon, ale biórwy, które doniosły do SM twierdzą, że od nich zadzwonić nie można. W końcu z drugiej strony babka w kantorze ulitowała się i zadzwoniła do straży. Przyjechali, zdjęli blokadę, zainkasowali 500 koron (ok. 60 zł) i pojechali, pokazując, że się wpakowaliśmy na pas wyłącznie dla ciężarówek z zaopatrzeniem. U nas czegoś takiego nie ma, by na skrzyżowaniu ruchliwych dróg jeden pas był przeznaczony wyłącznie dla zaopatrzenia jednego sklepu!
     Wściekli jedziemy do Doliny Demänovskiej. Już nie pada, choć czasami trochę pomży. Dolinka ładna, otoczona skałami z obu stron, są w niej dwie jaskinie udostępnione i kilka nie udostępnionych, mnóstwo pensjonatów, to wszak okolice Jasnej, największego słowackiego ośrodka narciarskiego.

Następna - (2/11) Następna OstatniaOstatnia

- - - REKLAMA - - -

Reklama



Partnerzy

Centrum Kształcenia Przedsiębiorców Leśnych
LKP Sudety
Koniczynka.org
Biolog.pl

Polecamy