Nie dodaje sesji! session_ip=38.107.191.100 Jak leśnik z nauczycielem ... - Dziennik - "Lasy polskie - leśny portal informacyjny"
Felietony Publikacje Reportaże Mechanizacja GIS Eko-Edukacja  Turystyka Leśna kuchnia Konkursy  Niezbędnik  Szkolnictwo
 Spotkania  Rodzina Leśnika  Kącik Poezji Brać Leśna  Nasze akcje  Przyroda z Pasją Po godzinach  Patronujemy  Listy do redakcji
 

Jak leśnik z nauczycielem ...

Eko-Edukacja » Jak leśnik z nauczycielem ...


    Edukacja leśna młodzieży opiera się na współpracy dwóch środowisk: nauczycieli i leśników. Bez tego nie można sobie wyobrazić by możliwe było skuteczne nauczanie naszych pociech, jak postępować z przyrodą, która otacza nas ze wszystkich stron. Poniżej chciałbym w kilku słowach opowiedzieć, jak to z tą współpracą bywa.
    Po kilku latach, podczas których spotykałem się z ciałem pedagogicznym z różnych szkół mam dość mieszane uczucia; wydaje mi się, że pomiędzy leśnikami a nauczycielami panuje pewne niezrozumienie, wynikające chyba z niedomówień.
W artykule „Idzie leśniczy do szkoły” pani Katarzyna Lewańska – Tukaj napisała zdanie, które pozwolę sobie przytoczyć: „(...) Nauczyciele również chętnie gościliby w klasach leśniczych, tylko ani pan leśniczy jakoś nie trafia do szkoły a pani nauczycielka nie pamięta żeby go zaprosić.” Ot właśnie, tu jest pies pogrzebany. Kto powinien wyjść z propozycją przeprowadzenia lekcji czy też pogadanki? Ano ten, komu bardziej na tym zależy. Z moich doświadczeń wynika, że częściej leśnicy wpraszali się do szkół, niż byli tam zapraszani. Zwykle to ja musiałem dzwonić do dyrekcji i pytać czy i kiedy mógłbym przeprowadzić lekcję o lesie. Przyznaję, nie było zwykle problemów by pogadanka się odbyła, jednak przygotowanie ze strony szkół było często godne pożałowania, a zachowanie nauczycieli delikatnie mówiąc pozostawiało wiele do życzenia.
    Oto dwa krótkie przykłady. Tydzień wcześniej umówiłem się z panią od przyrody, że dnia tego a tego przeprowadzę lekcję o tematyce leśnej. Jakież było moje zdziwienie, kiedy przybywszy już na lekcję zastałem szkołę (z panią od przyrody włącznie), zupełnie nieprzygotowaną na moje przyjęcie. Na prędce zbierano uczniów, zganiając ich do jednej sali, ustawiano ławki etc., etc... Do tego z przykrością muszę stwierdzić, że pani od przyrody nie pojawiła się w ogóle, a inni nauczyciele z wielką i nieukrywaną radością mówili (znów pozwolę sobie zacytować), ... jak to dobrze, że pan przyszedł, przynajmniej nie muszę prowadzić lekcji...”, pozostając w pokoju nauczycielskim. Bez komentarza z mojej strony.
    Kolejny przykład z innej szkoły. Z okazji Dnia Ziemi szkoła podstawowa organizowała konkurs o lesie, połączony z ogniskiem i pieczeniem kiełbasek. Od znajomej nauczycielki z gimnazjum obok dowiedziałem się, że dyrekcja szkoły podstawowej prosi mnie o kontakt. Dlaczego nie zadzwoniono bezpośrednio do mnie na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą, wszak mój numer był ogólnie dostępny, a szkoła wiedziała, że jestem zobligowany do udzielenia jej wszelkiej niezbędnej pomocy?
    Nie ważne, zadzwoniłem i zapytałem, w czym mógłbym pomóc. I tu spotkała mnie niemiła niespodzianka. Pani Dyrektor z oburzeniem stwierdziła, że primo – nie robię łaski, że dzwonię; sekundo – powinienem wiedzieć, w czym pomóc (???); tercjo - szkoła potrzebuje drewna na ognisko. O tym bym miał się tam pojawić nikt nie wspomniał ani słowem, choć dla mnie było to oczywiste, że na takim spotkaniu leśnik być powinien. Komentarz pozostawiam czytelnikom. Inną sprawą, którą chciałbym poruszyć jest często spotykane niedomówienie między nauczycielem a leśnikiem, dotyczące tematyki spotkania z młodzieżą. Las jest bardzo obszernym zagadnieniem i mimo szczerych chęci nikt nie jest w stanie opowiedzieć o nim wszystkiego. Dlatego zawsze przed pogadanką pytałem, jakich konkretnie zagadnień ma ona dotyczyć. Jest to ważne, gdyż ja również podobnie jak pani od przyrody (a może nawet bardziej), muszę się do zajęć przygotować. Niestety, tu także często byłem zostawiany sam z problemem. Nauczyciele zwykle mawiali: „...niech pan powie coś o lesie..., cokolwiek...”.
    Wielu czytających ów artykuł zapyta, co chciałem przez te przykłady pokazać, otóż nazwę to może brutalnie, ale po imieniu: ignorancję nauczycieli w podejściu do tematu oraz niezrozumienie obu stron, z czego wynikają potem konflikty zupełnie zresztą niepotrzebne. Ponadto w przypadkach jak powyżej leśniczy czuje się w szkole trochę jak intruz wpraszając się tam. Po takich doświadczeniach zupełnie przechodzi ochota do spotykania się ze szkołami.
    Proszę czytelników by nie posądzali mnie o chęć umniejszania zasług nauczycieli, czy też, nie daj Boże ich obrażania.     Mógłbym wymienić bardzo wiele przykładów ilustrujących mocną i owocną współpracę omawianych środowisk. Chciałem tu zwrócić uwagę na zbyt małą liczbę spotkań i konsultacji między szkołami a leśnikami. Brakuje chęci dogadania się, porozumienia; co leśnik chce powiedzieć a co i jak chciałby nauczyciel.
    W artykule „Edukacja leśna społeczeństwa” napisałem, że leśnika nikt nie uczy jak uczyć, dlatego drodzy nauczyciele, leśnik oczekuje od Was drobnej pomocy. Powiedzcie mu, czego najchętniej posłuchałyby dzieci i jak sprawić by spotkanie nie zamieniło się w nudny monolog, którego nikt nie chce słuchać. I na Boga, nie zostawiajcie biednego leśniczego z kilkoma klasami w jednej sali, bo taki przypadki też miałem. Wtedy na pewno siły leśniczego pójdą na marne, gdyż tych kilka, może kilkanaście osób, które chcą słuchać i tak zostanie przekrzyczane przez resztę.
    Dlatego uważam, że nauczyciele i leśnicy powinni kontaktować się częściej, a zwykle robią to tylko wtedy, gdy czegoś od siebie potrzebują. Na co dzień chodzą różnymi ścieżkami. Proszę państwa, nie tędy droga, przecież wszyscy chcemy nieść kaganek oświaty i uczyć naszą młodzież jak współżyć z otaczającym nas światem. Nie od dziś wiadomo, że „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

    Wojciech Hurkała

Opublikowano dnia: 2006-03-14 09:07:04
- - - REKLAMA - - -

Reklama



Partnerzy

Centrum Kształcenia Przedsiębiorców Leśnych
LKP Sudety
Koniczynka.org
Biolog.pl

Polecamy