Zając - szczęściarz
Eko-Edukacja » Zając - szczęściarz
Koty mają piękny zwyczaj obdarowywania swoich właścicieli swoimi zdobyczami. Jeżeli kot jest najedzony, zadbany, kocha swojego pan i ma warunki do polowania, to „niespodzianka” pod drzwiami gwarantowana. Nieraz jest to mysz, często nornica, kret albo wróbel.
Koty wiejskie, mieszkające blisko lasu mają większe możliwości, ich tereny łowieckie rozciągają się na obrzeżach lasu a nierzadko sięgają w jego głąb. Ten kot, o którym chcę opowiedzieć był właśnie kotem z własnym obwodem łowieckim; polował z zapałem jakiego mógłby mu pozazdrościć nie jeden myśliwy. Co rano przynosił swojej pani pod drzwi „prezenciki”, łasił się, przymilał udowadniając swoje oddanie i szedł na śniadanie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Mijał czas, czucie do właścicielki rosło, futrzak chcąc być oryginalny postanowił obdarować swoją panią czymś, czego nie jeszcze, w jego mniemaniu, nie otrzymała żadna właścicielka kota. Poszedł na polowanie i rano, gdy ta wyszła rano przed dom, na wycieraczce zastała zimne już ciałko małego zajączka. Oj, nie było śniadania tego ranka, mokra szmata na końcu kociego futerka zatańczyła szybkim rytmem a morałom i reprymendom nie było końca. Zdziwił się kot niepomiernie, że jego praca nie została należycie doceniona, nie bardzo wiedział o co chodzi ale chyba coś trafiło do tej kudłatej głowy bo na drugi dzień przyniósł swojej ukochanej pani również zajączka tyle, że żywego! Drżał jeszcze, biedactwo, a serduszko biło mu jak oszalałe ale żył i to było najważniejsze, tylko śniadania znowu kot nie dostał, tym razem dlatego, że pani rzuciła się na pomoc zajączkowi i zaczęła go reanimować. Według praw natury dzikie zwierzę nie przeżyje w niewoli, szczególnie gdy jest zajęczym niemowlęciem zabranym od mamy, nawet jeżeli trafi do bardzo przyjaznego domu. Ten zając jednak zrobił wszystkim na złość i zaaklimatyzował się u pani kota; pił mleko z kieliszka, jadł młodą trawkę a jak podrósł to dokazywał jak pijany zając w kapuście. Coś z nim jednak było nie tak bo zaczynał się zabawy i szaleństwa kiedy wszyscy domownicy kładli się spać; skakał, chodził po pościeli i drapał twarze śpiących opiekunów tak, że rano wyglądali jak po wycieczce w jeżyny. Dopiero po jakimś czasie ktoś wpadł na pomysł, że tak zachowują się małe zajączki w naturze; cały dzień siedzą „jak truśki” schowane przed wzrokiem drapieżnika (nawet ich mama zagląda do nich bardzo rzadko) żeby wieczorem podokazywać. Mieszkał sobie zajączek w domu pełnym kotów, psów i ludzi i żyło mu się dobrze, ale wolność była tuż za płotem i pachniała mocno. Czy możliwe jest, żeby dzikie zwierzę „przeflancowane” przypadkowo do ludzkiego domu umiało powtórnie przyzwyczaić się do samodzielnego życia w lesie? Właścicielka niefortunnego kota (a teraz i zajączka) postanowiła zwrócić go naturze; wyszli oboje wieczorem na spacer, wspólnie wybrali uroczą polankę i pożegnali się ze łzami w oczach. Pani myślała, że zając nie będzie chciał odejść ale ten pokicał raźno klucząc tak, że tylko omyk śmigał mu wśród traw i tyle go widziała. Noc dała zającowi możliwość poznania terenu, zaprzyjaźnienia się z zapachami, trudno jednak określić czy będzie miał on szansę na normalne życie w lesie czy lepiej było zostawić go w ogródku.
Jak daleko może posunąć się ingerencja człowieka w życie mieszkańców lasu? Jaką szansę ma dzikie zwierze powtórnie umieszczone w naturalnym środowisku? Właśnie rozpoczęło się lato (dokładnie 4 minuty temu), czas, w którym podczas spacerów często można spotkać małą sarenkę lub inne maleństwo zwierzyny płowej, leżące w trawie. Nie dotykajmy maleństwa, matka wcale go nie porzuciła, ono tam tylko na nią czeka. Jeżeli będziemy je chcieli pogłaskać lub weźmiemy na ręce, zwierzątko przejdzie naszym zapachem i matka je porzuci. Dotykanie zwierząt żyjących dziko niesie również za sobą ryzyko infekcji chorobami odzwierzęcymi, jeżeli zwierzę nie ucieka, leży spokojnie, to sygnał, że coś jest nie tak, przecież ono instynktownie unika człowieka! Pomagajmy zwierzętom wtedy, gdy one tego potrzebują, nie ingerujmy w ich życie na siłę, kiedy chcemy tylko zaspokoić swoją chęć pogłaskania i przytulenia małej, słabej istoty bo skazujemy ją na zgubę.
Przygoda zająca wymagała ingerencji człowieka ale to wyjątkowy przypadek, dziko żyjące stworzenia potrzebują naszej pomocy, żeby przetrwać zimę, nie zachorować na wściekliznę albo nie wpaść w sidła ale w pozostałych przypadkach zostawmy je samym sobie.
Katarzyna Lewańska-Tukaj
Opublikowano dnia: 2005-10-03 21:44:09 przez: Katarzyna Lewańska-Tukaj

wyślij newsa





