Nie dodaje sesji! session_ip=38.107.191.101 Miastowe jadą na wieś czyli letniaki w nowym wydaniu - Dziennik - "Lasy polskie - leśny portal informacyjny"
Felietony Publikacje Reportaże Mechanizacja GIS Eko-Edukacja  Turystyka Leśna kuchnia Konkursy  Niezbędnik  Szkolnictwo
 Spotkania  Rodzina Leśnika  Kącik Poezji Brać Leśna  Nasze akcje  Przyroda z Pasją Po godzinach  Patronujemy  Listy do redakcji
 

Miastowe jadą na wieś czyli letniaki w nowym wydaniu

Eko-Edukacja » Miastowe jadą na wieś czyli letniaki w nowym wydaniu


    Bardzo modną formą wypoczynku staja się ostatnio wypady na wieś, krótsze lub dłuższe, bliższe lub dalsze, nie ważne, byle z dla od miasta, spalin i hałasu. Kiedyś mówiło się; „wyjeżdżamy na letnisko”, potem, w epoce błędów i wypaczeń, bogaci jechali „na daczę” a biedniejsi do babci na wieś.
    Dziś się wszystko wyrównało i zarówno ci z zasobniejszymi portfelami jak i ci z chudszymi znajdą coś dla siebie wśród wielu ofert jakimi dysponują biura podróży i stowarzyszenia agroturystyczne. W internecie również roi się od zaproszeń do spędzenia urlopu a to nad morzem a to w górach, nawet regiony, które nie dysponują żadnym z tych dobrodziejstw geograficznych starają się przyciągnąć turystów zachwalając tradycyjną kuchnię, czyste powietrze czy ciekawe miejsca. W dużych miastach odbywają się festyny regionalne mające zachęcić mieszkańców do pobytu w gospodarstwach agroturystycznych tych okolic. W dniach 3-4 czerwca odbył się w Warszawie, na Palcu Zamkowym impreza pt. „Podlasie w stolicy” promująca tą okolicę. Można było zjeść kartacze, spróbować kindziuka i sera korycińskiego albo mało znany pierekaczewnik. Jest to tradycyjna potrawa tatarską sporządzana od wieków z okazji świąt; piróg z ciasta, które nadziewa się farszem z drobno pokrojonego mięsa wołowego z dodatkiem cebuli i pieprzu, polewa się go masłem, zwija w kształcie rogala i piecze dwie godziny. Niby nic, a wrażenia smakowe niezapomniane. Zachęceni tymi kulinarnymi specjałami mieszkańcy stolicy na pewno chętnie skorzystają z agroturystycznej oferty Podlasia i tłumnie zagoszczą w wiejskich gospodarstwach położonych nad rzekami Supraśl, Sokołoda czy Narew.
    Decydując się na wczasy na wsi trzeba jednak bardzo uważać przy wyborze gospodarstwa. Najlepiej pojechać w miejsce sprawdzone, polecone przez kogoś, najlepiej, żeby było to gospodarstwo zarejestrowane w stowarzyszeniu; w razie rozbieżności między obiecankami a rzeczywistością będziemy mieli się do kogo zwrócić ze skargą. Niestety o prawdziwą wieś dziś trudno, gospodarze, którzy nastawili się na turystykę to ludzie biznesu, którzy ze swoich domów porobili małe pensjonaty, z pokojami z łazienką, TV satelitarną i perskimi dywanami. Wokół domu urządzili piękny teren z równo przystrzyżonym trawnikiem, rabatami i małą architekturą ogrodową. Po kupie gnoju pod oborą nie ma śladu, zresztą trudno nawet o oborę, bo zazwyczaj przerabia się ją na pokoje gościnne. Jak nie ma obory to nie ma krowy, świń ani innych zwierząt gospodarskich, chyba ,że koń pod siodło ku wygodzie agroturystów. Co to za wieś bez pokwikiwania prosiaków, gdakania kur czy muczenia krowy? Wypoczynek na wsi co raz częściej przypomina wyjazd do modnej, letniskowej miejscowości nad Bałtykiem; trzeba mieć odpowiednie kreacje bo głupio tak zasiadać do kolacji ciągle w tych samych ciuchach jeżeli patrzą na ciebie 24 pary oczu. Tak, 24, bo jeżeli gospodarz, mając areał większy niż jeden hektar przeliczeniowy, może w ramach agroturystyki, bez większych konsekwencji podatkowych przyjąć 25 osób, to skwapliwie to wykorzystuje i robi „spęd”, bo co mu szkodzi? Wyciągnąć z agroturystów ile się da, im więcej można ich upchnąć, tym lepiej dla kieszeni, a że nie tego szukają i naciąwszy się raz na pseudoagroturystykę więcej nie przyjadą? To nic! Będą inni naiwni, którzy skuszeni reklamowaną ciszą, spokojem i wiejską sielanką dadzą się nabrać na wiejskie FWP! Pewnie, że żaden turysta nie przyjedzie już do gospodarstwa, w którym roje much krążą nad kupą gnoju, kury łażą po kuchni, „sławojka” jest pod krzakiem bzu a o prysznicu nie ma co marzyć. Najfajniej gościć się w gospodarstwach „środka”, do których przyjeżdża się jak do „cioci na wieś”, atmosfera jest rodzinna, nikt nie wyznacza godzin posiłku a ziemniaki na obiad obiera się wspólnie. Można pomóc gospodyni w ogródku a gospodarzowi przy sianokosach choć nikt tego od nas nie wymaga albo nazbierać jagód na pierogi dla wszystkich gości i domowników. Dzieci z miasta chętnie uczestniczą w wiejskich pracach, lubią karmić kury, zbierać jajka, bawić się z kotami, psami a już największą radość jest jak w gospodarstwie jest koza! Ile radości sprawia dzieciom zajmowanie się tymi kudłatymi psotnicami! A to komuś zjedzą troczek od spodni, ściągną czapkę, pogonią i pogrożą rogami albo ściągną ze stołu w sadzie serwetę. Śmiechu mnóstwo. Szukajmy więc gospodarstw z "duszą", prawdziwie wiejskich, gdzie piecze się chleb, robi masło a warzywa są z przydomowego ogródka, nie kierujmy się w ofercie pokojem z łazienką Nie luksus jest ważny w istocie wsi, lecz jej swojskość.
    Katarzyna Lewańska-Tukaj
Opublikowano dnia: 2005-10-03 21:13:45 przez: Katarzyna Lewańska-Tukaj
- - - REKLAMA - - -

Reklama



Partnerzy

Centrum Kształcenia Przedsiębiorców Leśnych
LKP Sudety
Koniczynka.org
Biolog.pl

Polecamy